Opis doświadczenia
17 grudnia 1979 roku śnieg spadł na Lake Tahoe. Był to dzień szkolny, taki, w którym słuchaliśmy radia lub może dzwoniliśmy do zajezdni autobusowej, aby sprawdzić, czy odwołają lekcje na rzecz dnia wolnego od szkoły z powodu śniegu. Tego typu sytuacje są całkiem normalne podczas zimowych miesięcy szkolnych na północnym brzegu. Oczywiście, jako nastolatek, nie było nic lepszego niż dzień wolny od szkoły, jak nieoczekiwany prezent, który przyjmowaliśmy bez zastanowienia. Zazwyczaj takie dni były zbyt burzowe na dobre narty, a drogi były złe przynajmniej rano. Ale hrabstwo Placer i stan Kalifornia zawsze stawały na wysokości zadania i wkrótce główne drogi były odśnieżone na tyle, aby mogły kursować szkolne autobusy. Jednym z ich nakazów, jak mi się wydawało, było najpierw odśnieżanie głównych tras autobusów szkolnych. To prawie zawsze osiągali, na ich przeklętą chwałę, i tego 17 grudnia wykonali swoją pracę. Miałem siedemnaście lat i byłem uczniem ostatniej klasy w North Tahoe High School. Od około roku sam jeździłem do szkoły, albo samochodami rodziców, albo później własnym samochodem wyposażonym w opony z kolcami. Jak się dowiedziałem, bez napędu na cztery koła, każdy szanujący się mieszkaniec używał opon z kolcami, takich jak te w moim samochodzie. Dla mnie używanie łańcuchów przeciwśnieżnych było oznaką słabości i braku doświadczenia. W Tahoe albo jeździłeś w śniegu, albo autostopem. Tego ranka pojechałem do szkoły. Jazda w śniegu była dla większości moich przyjaciół i dla mnie przyjemna, łatwo było się ślizgać i kręcić kołami dla zabawy, a także mieliśmy mnóstwo praktyki w wychodzeniu z nieplanowanych poślizgów. Drogi były w całkiem dobrym stanie, biorąc pod uwagę intensywność opadów śniegu. Nie miałem problemów z jazdą, ale pamiętam, że myślałem, że naprawdę dużo śniegu spada. Kiedy rano nie ogłoszono dnia wolnego od szkoły, uczniowie North Tahoe High, i jak sądzę wielu innych szkół, wypatrywali przez okno lub między lekcjami wychodzili na zewnątrz, aby zobaczyć, jak przybywa śniegu. Czasami, w takie dni, okręg szkolny Tahoe Truckee Unified wcześniej kończył lekcje. Chodziło o to, że warunki śniegowe i drogowe miały się pogorszyć i chcieli wypuścić autobusy na drogi, zanim stanie się to niebezpieczne. Nawet jeśli nasz poranny prezent nie nadszedł, mieliśmy nadzieję, że w każdej chwili głos wicedyrektora rozlegnie się w interkomie, ogłaszając naszą nagrodę w postaci wcześniejszego wyjścia. Te półdniówki były pod pewnymi względami lepsze niż dni wolne od szkoły, ponieważ nie musieliśmy ich odrabiać na koniec roku, a dodatkową korzyścią było to, że byliśmy z przyjaciółmi i znaliśmy wzajemne plany na resztę dnia. Nigdy się nie dowiem, czy tego dnia wcześniej wypuszczono nas ze szkoły. W listopadzie 1979 roku zespół Pink Floyd wydał jeden z najpopularniejszych albumów dekady, „The Wall”. Byłem pierwszym dzieciakiem w mojej okolicy, a nawet w całej szkole, jak się wydawało, który miał ten album na kasecie. Słuchałem go i odtwarzałem znajomym przez kilka dni i zapytałem kolegę, czy moglibyśmy podczas lunchu pójść do niego do domu i „podkręcić kilka kawałków”. Tim, którego ojciec był deweloperem nieruchomości lub czymś podobnym, był jednym z wielu moich znajomych z zamożnymi rodzicami. Znajomi z bogatymi rodzicami byli w Tahoe tak powszechni, jak znajomi ze zwierzętami w innych miejscach, w których mieszkałem. Ich apartament znajdował się nad jeziorem, a w salonie był bardzo drogi sprzęt stereo. Rodzice Tima prawie nigdy nie byli w domu; przypuszczałem, że gdzieś zarabiali więcej pieniędzy, stąd ładny dom i sprzęt stereo. Wielu moich „bogatych” znajomych miało nieobecnych rodziców. Tim miał też nowiutkiego Jeepa CJ. Ten jeep miał świetne opony i napęd na cztery koła, idealną zimową zabawkę dla młodych kierowców. Zadzwonił dzwonek na lunch i pojechaliśmy przez szkolny parking do jeepa. Czułem się całkiem komfortowo, idąc do jeepa w mojej nowej kurtce puchowej. Posiadanie kurtki puchowej było jak posiadanie napędu na cztery koła lub opon z kolcami w samochodzie – część zestawu przetrwania w Tahoe dla miejscowych. Niektórzy z bardziej lokalnych typów lubili łatacć swoje duże puchowe kurtki taśmą klejącą; moja kurtka nie miała taśmy klejącej, bo była nowa. Śnieg się nasilił; w rzeczywistości zaczęła się zamieć. Burza osiągnęła ten magiczny moment, który czasami zdarza się w górach Sierra, gdy pługi nie nadążają z odśnieżaniem. W ciągu dnia, gdy tak się dzieje, lokalny ruch mam załatwiających sprawunki i biznesmenów krążących tam i z powrotem wystarcza, aby zastąpić pługi, ubijając śnieg na ulicach. Tam, gdzie pługi usuwają śnieg z dróg, ten proces ubijania utwardza i zagęszcza śnieg do twardości zbliżonej do betonu na nawierzchni. Muzyka z „The Wall” towarzyszyła wycieraczkom przez całą drogę do domu Tima po takiej właśnie nawierzchni. Mieszkał tylko jakieś dwa mile od szkoły i chociaż kilka razy się poślizgnęliśmy, jeep nie miał problemów z warunkami, gdy Tim dostosował prędkość do zabójczej nawierzchni. Gdy dotarliśmy do apartamentu nad jeziorem, słuchaliśmy Pink Floyd z głośników Sansui z dużymi wooferami, jedząc kanapki i pijąc napoje gazowane. Nadszedł czas, aby zabrać kasetę z powrotem do jeepa i wrócić do szkoły. Obok apartamentu znajdowała się Star Harbor, siedziba stacji Straży Przybrzeżnej North Lake Tahoe i pochylni dla łodzi z dużym parkingiem. Z ponad półmetrową warstwą świeżego puchu na tym parkingu niewielu młodych kierowców jeepów mogło się oprzeć takiemu placowi zabaw i Tim nie był wyjątkiem. Tim wjechał na parking i pokazał mi swój trik. Ta sztuczka polegała na jak najszybszym nabraniu prędkości, a następnie gwałtownym skręceniu kierownicy w jedną lub drugą stronę, jednocześnie gwałtownie zaciągając hamulec ręczny. Znany wśród nas, mieszkańców Tahoe, jako „zakręt z hamulcem ręcznym”, Tim i ja bawiliśmy się na parkingu do ostatniej chwili, aby nie spóźnić się po przerwie obiadowej. Tim wyjechał ze Star Harbor na Lake Forest Road z powrotem do szkoły. Podczas gdy jedliśmy lunch w apartamencie, pojawił się inny zimowy stan drogi. Pług odwiedził Lake Forest Road. Gdy pług śnieżny wyposażony w zwykłe proste ostrze napotyka na tę twardą, białą, ubitych śnieg nawierzchnię, nie usuwa dużo śniegu. Po prostu zdziera szorstką warstwę z wierzchu ubitej powierzchni, tak jak ostrze żyletki usuwa farbę ze szkła. To zdzieranie pozostawia czystą, zdrapaną powierzchnię przypominającą polerowany biały marmur. Ten typ nawierzchni drogowej jest tak śliski, że ledwo można na nim stać lub chodzić. Dodając do tego może pół centymetra śniegu, mogliśmy równie dobrze jechać po lodowisku. Taka była Lake Forest Road. Nigdy nie pytałem, ale zakładam, że Tim zobaczył, co uznał za dobre miejsce do wykonania zakrętu z hamulcem ręcznym, około czterysta metrów w dół Lake Forest Road. Nie sądzę, aby którekolwiek z nas spodziewało się tego, co się stało potem. Na śmiercionośnie śliskim lodzie, gdy poślizg się rozpoczął, jeep wydawał się przyspieszać. Jeep wpadł w całkowity, niekontrolowany poślizg. To było znajome uczucie – utrata kontroli nad pojazdem na śniegu; robiłem to wiele razy wcześniej, zwykle dla zabawy, czasami przypadkowo. Zsunęliśmy się w prawo, najpierw stroną kierowcy, w kierunku podjazdu. Prędkość wynosiła prawdopodobnie około 55 km/h, ale wcale nie zwalnialiśmy. Gdy spojrzałem w kierunku poślizgu, zobaczyłem, że zmierzamy w stronę słupa telefonicznego. W mojej wyobraźni zobaczyłem, jak słup pęka nieznacznie, jak jeden z drewnianych słupków śnieżnych, które wcześniej przejechałem. Potem wyobraziłem sobie, że utknęliśmy w głębokiej zaspie i musimy się wykopywać. Pomyślałem: „świetnie, utkniemy i będziemy musieli się wykopywać, a potem spóźnimy się po przerwie obiadowej”. Jeep nadal się ślizgał, a czas wydawał się zwalniać. Gdy się ślizgaliśmy, nadal patrzyłem na słup i wydawało się, że możemy go ominąć. To, co się stało, było jednak zupełnie inne. Moim ostatnim wspomnieniem z tego momentu był być może głośny dźwięk, bardziej szelest niż głośny huk, któremu towarzyszył krótki błysk światła, a potem ciemność. Następnym dźwiękiem, jaki usłyszałem, był Pink Floyd, „The Wall”, grający z odtwarzacza w jeepie. Obudziłem się powoli i byłem prawie odrętwiały. Całe moje ciało mrowiło, podobnie jak wtedy, gdy noga drętwieje od zbyt długiego siedzenia z skrzyżowanymi nogami. W uszach zdawał się też dźwięczeć lub syczeć. Gdy wzrok powracał, leżałem na plecach bezpośrednio pod tylnym mostem jeepa, wpatrując się w tylną oś. Nie wiem, jak długo tam leżałem. Byłem tym bardzo zdezorientowany; naprawdę nie wiedziałem, co myśleć. Jakoś w myślach pomyślałem, że wczołgałem się pod jeepa Tima, ale nie pamiętałem, żebym to zrobił ani dlaczego. Nie pamiętam, czy mnie wyciągnięto, czy wydostałem się spod jeepa sam, choć wydaje mi się, że jakoś się wyczołgałem. Pamiętam, że byłem na ulicy za jeepem i wstałem, tylko po to, by natychmiast znowu upaść nieprzytomny. Kiedy obudziłem się ponownie, Tim i jakaś nieznajoma trzymali mnie za ręce i wyciągali z ulicy. W moim lewym ramieniu były noże i sztylety, czułem zgrzytanie i coś bardzo luźnego i ostrego w moim ramieniu, barku lub klatce piersiowej, nie mogłem stwierdzić, co się dzieje, ale jakoś wiedziałem, że moje ramię jest złamane. Musiałem powiedzieć Timowi, żeby mnie puścił, bo moje ramię było złamane i sprawiał mi ból. Puścił moje ramię i chwycił mnie w pasie, podczas gdy ja przeniosłem większy ciężar na kobietę po mojej prawej stronie. Zacząłem zdawać sobie sprawę, że nie mogę oddychać. Czułem się tak, jakby ramię wokół mojego pasa lub ciężar mojego ciała w ramionach tych dwojga, którzy mnie ciągnęli, jakoś wybiło mi powietrze z płuc. Zabrali mnie do domu kobiety, pod której ramieniem byłem, i położyli na kanapie w salonie. Znowu straciłem przytomność, choć w tamtej chwili powiedziałbym, że zasnąłem. Obudziłem się i słyszałem głosy. Tim tam był, nieznajoma kobieta i jakiś inny mężczyzna też byli w pokoju. Musiałem jęczeć lub płakać, bo rozmawiali o tym, co zrobić, aby ulżyć mi w bólu. Jakoś usłyszałem, że wezwali karetkę i że drogówka jest w drodze. Albo wspomnienia są stracone, albo nigdy nie miałem zbyt jasnego obrazu tego, co się działo. W tym momencie wiedziałem, że miałem wypadek samochodowy. Wiedziałem, że uderzyliśmy w słup telefoniczny i że się nie złamał. Słyszałem, jak mężczyzna i kobieta rozmawiają ze sobą i zdecydowali, że skręcą mi jointa marihuany, to pomoże złagodzić ból. Kiedy mężczyzna mi go podał, musiałem mu powiedzieć, że nie mogę palić, bo mam zbyt duże problemy z oddychaniem. W rzeczywistości mój oddech stawał się coraz trudniejszy z każdym wdechem. Później miałem się dowiedzieć, że moje płuco zapadało się. Byłem spanikowany, aby zwrócić uwagę Tima. Miałem w kieszeni narkotyki w woreczku. Chciałem je schować, zanim przyjedzie policja, ale nie mogłem poruszyć ręką, aby sięgnąć do kieszeni. W końcu zwróciłem uwagę Tima i musiał uklęknąć obok kanapy i przyłożyć ucho do moich ust, aby mnie usłyszeć. Wsunął rękę do mojej kieszeni, wyjął woreczek i wepchnął go pod kanapę. Mówienie stawało się coraz trudniejsze z każdym oddechem. Ale ulgą była świadomość, że dragi nie są już w moim posiadaniu. Nie chciałem mieć kłopotów z policją przez ten mały wypadek. Nie wiedziałem, w jak wielkich tarapatach już jestem. Kiedy przyjechał policjant drogówki, zaczął zadawać mi pytania. W tym momencie nie mogłem zaczerpnąć wystarczająco dużo oddechu, aby mówić głośniej niż cichym szeptem. Wiem, że kilka razy zapytał mnie o imię, za każdym razem odpowiadałem, a on powtarzał: „Czy wiesz, co się stało? Czy możesz mi powiedzieć swoje imię?” Mówiłem mu: „Jestem Mark, i mieliśmy wypadek jeepem”, ale najwyraźniej mnie nie słyszał. Może znowu zasnąłem, ale słyszałem, jak Tim i policjant rozmawiają o wypadku, i Tim powiedział mu, kim jestem. Szczerze mówiąc, nie mogę powiedzieć, jak długo tam leżałem. Wydawało się, że około czterdzieści pięć minut, ale mogło to być dziesięć minut lub godzina. Wszystko było bardzo zniekształcone. Pamiętam, że odpływałem i przypływałem. Potem było więcej zamieszania i usłyszałem, jak przyjechali ratownicy medyczni. Dwóch ratowników medycznych z Tahoe City Fire Department uklękło obok mnie i pomyślałem, że to dziwne, że zadają mi te same pytania co policjant: „Czy możesz mi powiedzieć swoje imię? Czy wiesz, gdzie jesteś? Czy wiesz, co się stało? Gdzie cię boli?” Udzieliłem im tych samych odpowiedzi, co policjantowi, ale ponieważ powtarzali swoje pytania, pomyślałem, że grają w jakąś grę. Nie przyszło mi od razu do głowy, że mnie nie słyszą. Byłem sfrustrowany próbami rozmowy z nimi. Grzebali w jednej z toreb, którą przynieśli, i wyjęli parę nożyczek, którymi zaczęli ciąć moją nową kurtkę. Desperacko próbowałem ich powstrzymać, bo właśnie ją kupiłem. Wygląda na to, że mi się udało i zdjęli ją, ale szczerze mówiąc, nie pamiętam. Następnie odcięli mi koszulę. Pamiętam, że była to koszula w paski, dzianina. Kiedy po raz pierwszy usunęli strzępy pociętego materiału, zacząłem rozumieć, co mi się stało. Gdy spojrzałem w dół na swoją klatkę piersiową, zobaczyłem, że moje lewe ramię było groteskowo zwichnięte prawie do środka klatki piersiowej; moje ramię znajdowało się pod brodawką sutkową. Każdy ruch stał się bolesny. Wszystko, co robili mi ratownicy, bardzo bolało, próbowałem krzyczeć, ale nie mogłem zaczerpnąć wystarczająco dużo oddechu, aby krzyknąć. Gdy patrzyłem na swoje zdeformowane ciało, zacząłem czuć, jakbym w ogóle nie patrzył na swoje ciało. Mogło to być spowodowane szokiem lub czymś innym, ale w tym momencie wszystko zaczęło się robić bardzo dziwne. Pamiętam, że skupiłem całą swoją energię na oddychaniu, bo po prostu nie mogłem wystarczająco oddychać. Mój wzrok też był dziwny; powietrze wydawało się jakieś rozmyte, jakbym widział powietrze. Spojrzałem na swoje poskręcane ciało i zdałem sobie sprawę, że moja perspektywa się zmieniła. Po pierwsze, zacząłem zdawać sobie sprawę, że jestem bardzo poważnie ranny, bardziej niż tylko złamana kość. Wyglądało na to, że patrzę na ratowników i na swoje ramię z miejsca tuż nad tym, gdzie powinno być moje ramię, na lewo i tuż nad moim lewym uchem. To zwiększyło moją dezorientację. Pamiętam, że rozmawiałem z ratownikami i patrzyłem im w oczy, ale to było niemożliwe; oni stali nade mną, a ja leżałem płasko na plecach. Widok mojego ciała i całe to zamieszanie wydawały się zbyt przytłaczające i próbowałem wrócić do snu. Tym razem jednak oddychanie było trudniejsze niż kiedykolwiek. Lubiłem sen; to był jedyny sposób, aby pozbyć się bólu. Bycie obudzonym oznaczało odczuwanie bólu, a ból zdawał się zastąpić wszystkie inne doznania. Bolało oddychanie, bolała próba mówienia, mój umysł bolał z powodu niemożności porozumienia się z ratownikami, bolały ramiona, klatka piersiowa, szyja, plecy i mięśnie brzucha od prób wciągnięcia powietrza do zmiażdżonej klatki piersiowej – wszystkie te części były bardzo uszkodzone. To nie był ból, jaki czułem wcześniej. Był suchy, ostry, kłujący ból, jak cięcie, które nie przestawało ciąć, lub oparzenie od wewnątrz. Nie robiło się lepiej, gdy ciepło mijało. Ten ból nasilał się i pozostawał. Nie można było leżeć nieruchomo, aby go powstrzymać. Ratownicy również mną poruszali, przesuwali dłonie po moim ciele, szukając obrażeń. Nie było ulgi od tego bólu na jawie. Włożyłem tyle energii w oddychanie, że to mnie wyczerpywało i bolało oddychanie. Po prostu nie mogłem oddychać, bez względu na to, jak bardzo się starałem, i stawało się to zbyt trudne. Naprawdę nie wiedziałem dlaczego, to było bardzo dezorientujące. Byłem wyczerpany, nie tak jak po ciężkim dniu pracy lub zabawy, ale to było wyczerpanie życia. W śnie to ciało przestawało boleć. I było coś jeszcze w tym śnie. Zaczęło się cicho, z dalekiego miejsca głęboko w środku, ale zbliżało się coraz bardziej, im dłużej spałem. Rytm mojego oddechu wydawał się być jedyną świadomością, jaką teraz miałem. Mówię, że spałem, ale w rzeczywistości traciłem przytomność z powodu połączenia bólu, braku tlenu, szoku lub prawdopodobnie wszystkiego naraz. Ale byłem jakoś świadomy. Czułem, jak ciężki oddech wchodzi i wychodzi, teraz zwalnia, oddechy wydawały się trwać bardzo, bardzo długo. Szczególnie jeden oddech pamiętam. Nie tyle pamiętam jego wdech, ale żywo pamiętam jego wydech. Ten oddech zdawał się wydychać za dużo. Nie wiem, skąd wzięło się tyle powietrza, ale wydawało mi się, że wydychałem powoli i całkowicie, bardziej całkowicie niż jakikolwiek oddech, jaki kiedykolwiek wcześniej doświadczyłem. W rzeczywistości kontynuowałem wydech, gdy całe powietrze zdawało się już opuścić moje jedno pozostałe płuco. Wraz z tym wydechem poczułem wrażenie ruchu. To było tak, jakbym jakoś czuł powietrze, gdy opuszczało moje ciało. W rzeczywistości to ja byłem powietrzem, które opuszczało moje ciało. Czułem, jak odklejam się od ciała. Trudno to opisać i w tamtym momencie było to bardzo dezorientujące. Wypłynąłem z mojego ciała w tym ostatnim oddechu. Jakoś mogłem poczuć, że moje „ja”, kimkolwiek było, opuszczało ciało na kanapie z wrażeniem jakiegoś „swoosz”. To nowe uczucie skoncentrowało się w mojej głowie, jakbym został wyssany z mojej twarzy przez jakąś siłę przypominającą próżnię, przyciągającą ten ostatni oddech. Ból opuścił mnie, ale nie spałem. Widziałem. Nadal widziałem ratowników rozmawiających ze mną. Wiedzieli, że przestałem oddychać i rozmawiali ze sobą, a jeden z nich mówił mi, żebym został z nim. W tym momencie patrzyłem im prosto w oczy. Powoli zobaczyłem, jak ich twarze zapadają się pode mną, wkrótce byłem zwrócony twarzą w dół w stronę ratownika, który mówił najwięcej. To było bardzo dezorientujące; zaczynałem zdawać sobie sprawę, że dzieje się coś bardzo dziwnego, rzeczywiście dziwnego, choć nieco znajomego. Wiedziałem, że ta scena jest bardzo nieprawidłowa, ponieważ wiedziałem, że leżę na kanapie. Wiedziałem o tym, bo wiedziałem, że nie wstałem. Wiedziałem o tym również dlatego, że wcześniej próbowałem usiąść i zdałem sobie sprawę, że od tamtej pory wszystko się pogarszało. Wiedziałem też, że już nie spałem. Zmusiłem się, aby obrócić pole widzenia w stronę kanapy. To, co do dziś uważam za dziwne, to fakt, że nie byłem zaskoczony, widząc swoje ciało pod sobą. Ta „świadomość” zmieniła rzeczy. Nie sądzę, abym już wtedy wiedział, że umieram, ale wiedziałem, że to poważne. Najpierw, gdy zdałem sobie sprawę, że nie ma mnie już w moim ciele, nastąpił moment paniki. Nie paniki ze strachu, raczej dezorientacji. Czułem dezorientację, jakbym stał na lodzie, nagle się poślizgnął, machając rękami w poszukiwaniu równowagi, właśnie odzyskując równowagę, bojąc się poruszyć ze strachu przed kolejnym poślizgnięciem. Było pewne wrażenie nieważkości, jak na szczycie łuku skoku do wody z wieży. Albo gdy winda niespodziewanie zaczyna opadać. Te dziwne odczucia zdawały się utrzymywać przez chwilę, na tyle długo, aby zostać zauważone, gdy scena znów zaczęła się zmieniać. Miałem wrażenie ruchu, niekoniecznie mojego ruchu, ale pokój wokół mnie zaczął się zniekształcać. Widziałem ratowników, siebie, moje pole widzenia rozszerzało się, obejmując cały pokój, widziałem innych, policjanta, ale wszystko było zniekształcone. Wyglądało na to, że pokój się wydłuża, jakbym był na suficie, ale sufit się podnosił. To był zwykły pokój z sufitem o wysokości około dwóch i pół metra, ale mój widok tego pokoju był taki, jakby sufit podniósł się do może dziesięciu metrów. W tym momencie wrażenie zmieniło się ze zniekształcania pola widzenia na wrażenie ruchu. Czułem się, jakbym był odciągany. Niekoniecznie, że nabierałem wysokości, ale że oddzielałem się od tej sceny. To było tak, jakby świat oddalał się ode mnie, a ja stawałem się częścią czegoś innego, co mnie odzyskiwało. Spojrzałem w dół na ludzi w pokoju. Wyglądali też jakoś inaczej. To było tak, jakby ich kontury zostały obrysowane kredką światła, wytwarzając coś w rodzaju poświaty wokół linii ich ciał. Powietrze stało się fioletową, rozmytą masą, jakby cząsteczki powietrza były przezroczystym fioletem. Widziałem powietrze, a potem poczułem jakiś syczący dźwięk i dziwne wrażenie ciemności, gdy płynąłem przez to, co było sufitem. Byłem teraz w burzy, czułem padający śnieg, podczas gdy nadal unosiłem się ku górze, do czegoś, z czym byłem połączony. Pojawiło się wrażenie wielkiego przyciągania. Nie nazwałbym tego dokładnie prędkością, bardziej świat szybko oddalał się ode mnie, a ja od niego. Scena pode mną zdawała się oddalać w nieskończonym zniekształceniu. Choć trudno to opisać, wydawało się, jakby pokój, budynek i śnieżyca były wyświetlane na kulistej tkaninie. Wznosiłem się na szczyt tej kuli, która się zniekształcała, jak podnoszenie prześcieradła z łóżka, ściskając je między palcami; scena opadała i zniekształcała się wraz z moim punktem widzenia, gdy byłem unoszony wysoko, prześcieradło świata zwisało wokół mnie, zniekształcając się coraz bardziej, gdy punkt unosił się wyżej. Wracałem tam, skąd przybyłem. Nie potrafię odpowiednio opisać tego uczucia, ale znałem to miejsce, było znajome i byłem tam wcześniej. Nie żeby moje ciało i świat były nieznajome lub miejscem, do którego nie należałem – one też były znajome. Ale to miejsce, do którego się zbliżałem, wydawało się domem, nie jak mój dzisiejszy dom, ale jak wspomnienie z dzieciństwa domu, kiedy mama się mną opiekowała. Czułem się, jakby mnie oczekiwano i czekały na mnie otwarte ramiona. W tym momencie byłem świadomy wielkiej podróży. Podróży, którą właśnie rozpocząłem, na wielką odległość do przebycia, z której tylko część przebyłem. Moje zmysły również zmieniły się podczas tego ruchu. Nie miałem już poczucia wzroku, ani temperatury, ani ruchu. Nie czułem bólu ani nie pamiętam słyszenia. Jedynym zmysłem, jaki pamiętam w tym momencie, było głębokie poczucie miłości. Głębsze niż kiedykolwiek wcześniej doświadczyłem, choć było to znajome uczucie, rozpoznałem je jako miłość, wydawało się emanować ze wszystkich stron w moją stronę i ode mnie na zewnątrz. Było to ciepłe uczucie, pocieszające, poczucie doskonałego dobrostanu. Było też poczucie, że zdjęto ze mnie wielki ciężar. Byłem tu wcześniej. Wiedziałem już, gdzie jestem, chociaż nie mogę nazwać tego miejsca. Wróciłem tam, skąd przybyłem, i nie wiem, jak to się nazywa. Chociaż słyszałem wiele etykiet, mogło to być niebo, czyściec, jakiś rodzaj samadhi, zbiorowisko dusz – osobiście nie wiem, jak to nazwać. Spróbuję to tylko opisać tak, jak pamiętam, ponieważ wierzę, że nadanie temu miejscu etykiety oznacza nazwanie go czymś, czym jest tylko częściowo. Byłem tu wcześniej. Nie byłem już sam; czułem obecność kogoś innego. To było tak, jakby nasze uczucia, emocje i wiedza jakoś się połączyły. Potem pojawił się głos. Użycie słowa „głos” jest interesujące, ponieważ nie miałem poczucia słyszenia i podejrzewam, że nie miałem uszu, choć nie mam dobrej pamięci tego, jak mogło wyglądać moje „ciało” w tym miejscu. Była to raczej myśl w moim umyśle, która nie była moją własną myślą. Była to myśl kogoś innego. Był to rodzaj telepatii, ale całkiem naturalny dla mnie, ponieważ był bardzo znajomy. Nie tylko telepatyczny styl komunikacji był znajomy, ale także rozpoznałem tę konkretną osobę, której myślami się dzieliłem. Nie jest jasne, jak zaczęliśmy, tylko że rezultatem tej pierwszej wiadomości było rozpoczęcie przeze mnie serii uczuć dotyczących mojego życia. To było przysłowiowe „życie przelatujące przed oczami” lub przegląd życia, jak to później słyszałem. Opisałbym to jako długą serię uczuć opartych na licznych działaniach w moim życiu. Różnica polegała
Informacje ogólne
Elementy NDE
Bóg, duchowość i religia
W odniesieniu do naszego ziemskiego życia poza religią
Po NDE
Duchy (obserwowane przez całą rodzinę).
Poltergeisty (obserwowane przez całą rodzinę).
Nadzwyczajne wizje (podczas medytacji na jawie).
ESP, zdolność czytania myśli lub wiedzy, co ktoś powie, zanim powie, wiedza, kiedy ludzie kłamią itp.
Wizje przyszłych wydarzeń, bardzo przypadkowe i nieprzewidywalne, ale bardzo realne.
Empatyczne postrzeganie, odczuwanie emocji innych.
Zdolność do pewnych rodzajów uzdrawiania (trudne do opanowania).
Zdolność do zatrzymania serca poprzez myśl.
Zdolność do wpływania na działanie maszyn.
Zdolność do wyczuwania elektroniki.
Zdolność do odczuwania przepływu elektronów.
Widzenie aniołów podczas medytacji.
Widzenie konstelacji z zamkniętymi oczami podczas medytacji.
Zanurzenie w Błękitno-Białym Świetle podczas medytacji.
Zdolność do widzenia tunelu.
Zdolność do telepatycznej komunikacji, przywołanie córki myślą, a ona odpowiada werbalnie: 'Co? Tato, wołałeś mnie.'
Zdalne widzenie, zdolność do rysowania tego, co widzą inni.
Zdalne widzenie przyjaciół w przyszłych i przeszłych wydarzeniach.
I tak dalej, i tak dalej...