Opis doświadczenia
Nie będąc wtedy zbyt pilnym uczniem, mój tata „zgłosił" mnie do poboru i w 1968 roku zostałem wcielony do armii. Uczęszczałem do Szkoły Kandydatów na Oficerów, zostałem oficerem i spadochroniarzem, a następnie przydzielono mnie do 505. Pułku Piechoty Spadochronowej 82. Dywizji Powietrznodesantowej, a później wysłano do Szkoły Operacji Specjalnych im. J.F. Kennedy'ego w Fort Bragg, gdzie zostałem oficerem ds. operacji psychologicznych. W Wietnamie byłem doradcą Dowództwa Pomocy Wojskowej dla Wietnamu (MACV) i przydzielonym do JUSPAO w IV Korpusie lub Delcie, nadzorując Program Phoenix.
Po powrocie do Stanów i zwolnieniu ze służby czynnej w 1971 roku wróciłem na studia i ukończyłem je w 1974 roku z tytułem licencjata z nauk politycznych/psychologii. Byłem wtedy nieco rozczarowany życiem, dołączyłem do kontrkultury i zacząłem eksperymentować z narkotykami i alkoholem. Miałem trudności (podobnie jak wielu innych) z ponownym przystosowaniem się do głównego nurtu amerykańskiego społeczeństwa. W 1975 roku spędziłem rok w Arabii Saudyjskiej z Vinnell Corp, szkoląc Saudyjską Gwardię Narodową w szkoleniu podstawowym i zaawansowanym szkoleniu indywidualnym.
W 1985 roku zostałem złapany z pięćdziesięcioma kilogramami kokainy i skazany na osiemdziesiąt lat więzienia w Karolinie Północnej. Rząd federalny i lokalny próbowały zawrzeć ze mną układ, który pozwoliłby mi całkowicie uniknąć więzienia, gdybym zeznawał przeciwko mojemu najlepszemu przyjacielowi i koledze z Wietnamu. Odmówiłem i chociaż zostaliśmy złapani razem, bez moich zeznań rząd nie był w stanie udowodnić, że ktokolwiek inny był zamieszany, i tylko ja zostałem skazany.
Powinienem tutaj powiedzieć, że na początku lat 70. poznałem w Virginia Beach w Wirginii „jasnowidzkę", która była i nadal jest niezwykle utalentowaną osobą o zdolnościach paranormalnych. Przewidziała w 1980 roku, że zostanę złapany w 1985 roku, i wszystkie jej przewidywania się spełniły. W każdym razie odgrywa ona dużą rolę w tej historii, więc proszę mi to wybaczyć.
Podczas mojego pobytu w więzieniu korespondowaliśmy z moją przyjaciółką jasnowidzką. W 1996 roku napisałem do niej, że mój przyjaciel i prawnik zawarli jakąś umowę z władzami i że dostaję warunkowe zwolnienie. Odpisała mi, że chociaż wychodzę na warunkowe zwolnienie, to zajmie to jeszcze dwa lata. I dokładnie wtedy zostałem zwolniony warunkowo. Po wyjściu na wolność odwiedziłem ją, a ona powiedziała mi, że mam raka i umrę! Gdyby powiedział mi to ktokolwiek inny, nie byłbym zbyt zaniepokojony, ale pochodząc od niej, naturalnie się zaniepokoiłem i natychmiast poszedłem do szpitala dla weteranów (VA) w Fayetteville, prosząc o badanie. Doskonale pamiętam, jak pielęgniarka zapytała mnie, czy kiedykolwiek miałem badanie na „Agent Orange". Kiedy odpowiedziałem przecząco, umówiła mnie na kilka testów, z których jednym było prześwietlenie klatki piersiowej. Siedziałem w domu pewnego wieczoru w 1999 roku, gdy około 20:00 zadzwonił telefon. To była pielęgniarka, prosząca, abym przyszedł na kolejne prześwietlenie, ponieważ poprzednie wykazało niepokojącą „plamkę" w moim płucu. Wróciłem na kolejne badanie, które również wykazało jakiś „wzrost". VA potrzebowało kolejnych jedenastu miesięcy, abym został zbadany przez lekarzy w Duke Medical Veterans Affairs w Durham w Karolinie Północnej, co potwierdziło, że mam raka. Krótko mówiąc, po prostu poinformowali mnie, że mam „nieuleczalnego" raka i nie zamierzają mnie leczyć. Poradzili, abym wrócił do domu i uporządkował swoje sprawy.
Właśnie wyszedłem z więzienia po dwunastoletnim pobycie. Teraz, gdy otrzymywałem niezły czek inwalidzki od Wuja Sama z tytułu choroby związanej ze służbą wojskową, nie byłem skłonny przyjąć słowa VA, że umrę. Pożyczyłem trochę pieniędzy i pojechałem do MD Anderson Cancer Center w Houston w Teksasie po „drugą opinię". Ludzie w MD Anderson również stwierdzili, że moje rokowania są dość złe. Powiedzieli, że moje szanse nie wyglądają dobrze.
Podczas badań w Houston zadzwonił do mnie pewnego wieczoru doradca z Centrum Weteranów w Fayetteville, informując, że załatwił mi miejsce w Leo Jenkins Cancer Center w Greenville w Karolinie Północnej, jeśli chcę pójść tą drogą. Ponieważ nie miałem ubezpieczenia medycznego, a VA nie chciało płacić za moje leczenie w MD Anderson Cancer Center, skorzystałem z sugestii dobrego doradcy i wskoczyłem do najbliższego środka transportu do Karoliny Północnej. Wróciłem w niedzielę wieczorem, a następnego ranka byłem w Greenville w Leo Jenkins Cancer Center. Zbadał mnie tam onkolog i poinformował, że kwalifikuję się do „badania klinicznego", jeśli zechcę wziąć w nim udział. Skorzystałem z okazji i natychmiast rozpocząłem chemioterapię (mój guz płuca miał teraz 5,5 cm i był już w moim układzie limfatycznym). Reakcja mojego organizmu na chemię była wręcz cudowna i ten 5,5-centymetrowy guz został całkowicie usunięty. Pozostał tylko tak zwany „rozmaz". W związku z tym zaplanowano operację, mówiąc, że myślą, iż mogą po prostu usunąć część mojego płuca. Kiedy jednak obudziłem się po operacji, powiedzieli mi, że ze względu na lokalizację guza musieli usunąć całe moje lewe płuco.
Około miesiąc później zostałem pospiesznie odwieziony z powrotem do szpitala i zaplanowano kolejną pneumonektomię, ponieważ rozwinęła się u mnie tak zwana „przetoka". Przetoka to dziura w miejscu, gdzie próbowali zaszyć mój oskrzelik, i ta dziura pozwalała na przenikanie powietrza (z powietrzem, bakterii) do mojej jamy brzusznej. Przetoki są główną przyczyną śmiertelności pooperacyjnej u pacjentów z rakiem. I tutaj moja historia naprawdę staje się interesująca!
Kiedy obudziłem się po tej drugiej pneumonektomii i rozejrzałem się po sali operacyjnej, zobaczyłem cały mój zespół chirurgiczny w „piłkarskiej" grupie. Modlili się za moją duszę, ponieważ później powiedzieli mi, że umarłem i nie byli w stanie mnie przywrócić do życia. W każdym razie jeden z członków zespołu odwrócił się i zobaczył, że na niego patrzę, i krzyknął: „On żyje"! Wtedy wszyscy podbiegli do mnie. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, co się stało, ponieważ moim ostatnim wspomnieniem było patrzenie w twarz pielęgniarki, która uśpiła mnie do narkozy. Wszyscy byli podekscytowani i opowiadali mi, jak umarłem i że nie spodziewali się już zobaczyć mnie żywego. Po tym, jak się mną zajęli, robiąc to, co było potrzebne, zaczęli się oddalać. Wszyscy oprócz jednego. Ten jeden lekarz po prostu stał przy moim łóżku i w końcu powiedział do mnie: „Pewnie zastanawiasz się, dlaczego wciąż tu stoję". Na co odpowiedziałem: „Pewnie chcesz mi powiedzieć więcej o moim umieraniu". „Nie", powiedział, „to nie powód". Zapytałem: „No to o co chodzi, doktorku?" On powiedział: „Chcę, żebyś wiedział, że przeprowadzam tego samego rodzaju operacje od dwudziestu siedmiu (chyba powiedział dwudziestu siedmiu lat – mogę się mylić) lat i dzisiaj wydarzyło się coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Wywarło to na mnie tak głęboki wpływ, że muszę ci o tym opowiedzieć". Powiedziałem: „Dobrze, słucham". On powiedział: „Mieliśmy cię szeroko otwartego i usuwaliśmy trochę tkanki tłuszczowej z twojego serca, aby użyć jej do zawiązania przetoki, gdy nagle zacząłeś głośno mówić. Wszyscy odskoczyliśmy, ponieważ nas to zaskoczyło i myśleliśmy, że wyszedłeś z narkozy. Ale kiedy sprawdziliśmy i odkryliśmy, że wciąż jesteś w narkozie, po prostu staliśmy i słuchaliśmy, jak mówisz". Na to powiedziałem: „No i co mówiłem?" On powiedział: „Nie tyle chodzi o to, co mówiłeś, ale do kogo mówiłeś". Zapytałem: „Do kogo mówiłem?" On powiedział: „Rozmawiałeś z Jezusem Chrystusem"! Kiedy to powiedział, pomyślałem, że jest jakimś wariatem i nie wiedziałem, co powiedzieć. Ale zauważając, że on sam wydawał się tym wszystkim nieco zdumiony, odpowiedziałem: „Czy On odpowiadał, czy tylko krzyczałem w pustkę?" On szybko powiedział: „Nie słyszeliśmy żadnych innych głosów, ale brzmiało to tak, jakbyś prowadził dwustronną rozmowę". Zakończył, zapewniając mnie, że zostanie to uwzględnione w jego notatkach pooperacyjnych, a następnie on również poszedł w swoją stronę.
Nie zastanawiałem się nad tym zbyt wiele, aż około miesiąc później wróciłem do Virginia Beach, aby porozmawiać z moją przyjaciółką jasnowidzką, panią Joy. Kiedy wszedłem do jej biura, spojrzała na mnie bardzo dziwnym wzrokiem – z wyrazem zdumienia/strachu/zaskoczenia. Jej spojrzenie było INTENSYWNE, delikatnie mówiąc. Przeszła przez pokój bokiem, nie odrywając ode mnie wzroku, dotarła do swojego biurka i usiadła. Po około minucie lub dwóch wpatrywania się zaczęła płakać i w końcu powiedziała: „Chris, wiesz, że umarłeś w zeszłym miesiącu na stole operacyjnym". Powiedziałem: „Tak, mówili mi, że tak". Zapytała: „Czy powiedzieli ci, że miałeś także »twarzą w twarz« spotkanie z samym Jezusem Chrystusem?!" Kiedy to powiedziała, prawie zemdlałem – to było niewiarygodne i teraz naprawdę miała moją uwagę! Powiedziałem: „Tak, mówili, ale nie mogli mi powiedzieć, co On miał do powiedzenia. Czy ty wiesz, co On miał do powiedzenia?" Ona powiedziała: „Tak, wiem wszystko". Wyrzuciłem z siebie: „Proszę, zdradź mi to – co powiedział?" Ona powiedziała: „Powiem ci, co powiedział, ale najpierw muszę ci powiedzieć coś innego – kiedy przyszedłeś do mnie w zeszłym roku i powiedziałam ci, że umrzesz, to był twój czas na śmierć. Nie powinno cię tutaj teraz być. Teraz powiem ci, co się stało i dlaczego wciąż tu jesteś. Chris, kiedy umarłeś i opuściłeś swoje ciało, krzyknąłeś na całe gardło, że przepraszasz, jeśli w jakikolwiek sposób kogoś skrzywdziłeś, kiedy byłeś na Ziemi. Wykrzyczałeś to z taką emocją i przekonaniem, że zaskoczyłeś wszystkich wokół siebie. On (Jezus) był w pobliżu i podszedł zobaczyć, o co tyle hałasu. Na początku nie miałeś pojęcia, z kim rozmawiasz. Mówiłeś Mu tylko, że właśnie wyszedłeś z więzienia i co miesiąc dostajesz duży rządowy czek, że nie musisz już nigdy pracować i że nie jesteś gotowy umrzeć – chciałeś wrócić i trochę się zabawić. Rozśmieszyłeś Go, a On natychmiast uzdrowił cię z raka i odesłał z powrotem do życia. Chris, teraz będziesz żył kolejne dwadzieścia sześć lat. Czy to nie wspaniałe? Czy chcesz wiedzieć, co będziesz robił przez te dwadzieścia sześć lat?" Powiedziałem: „Tak, co będę robił?" Ona powiedziała: „Chris, resztę swojego życia spędzisz pomagając innym, którzy mieli podobne doświadczenia jak ty. Czy to nie cudowne? Czy chcesz wiedzieć, dlaczego to będziesz robił?" Powiedziałem: „Tak, dlaczego?" Uśmiechając się teraz, Joy powiedziała: „Ponieważ tylko tego chcesz robić!"
Trzy lata później mój rak dał przerzuty do szyi i wróciłem do VA, tym razem do głównego onkologa w Centrum Medycznym VA w Richmond w Wirginii. Lekarz tam również stwierdził, że mój rak jest „nieuleczalny", a nawet napisał to na papierze, informując, że „nie ma szans" na wyleczenie i że umrę w ciągu kolejnych sześciu miesięcy. Wróciłem więc do Leo Jenkins Cancer Center w Greenville i przeszedłem operację usunięcia guza. Lekarz powiedział mi tam, że nie udało mu się usunąć wszystkiego i że umrę – odpowiedziałem mu po prostu, żeby się nie martwił, że mam to pod kontrolą – to było prawie cztery lata temu. I to ciągle trwa...
Przypuszczam, że mógłbym opowiedzieć ci o wiele więcej, ale pewnie już jesteś zmęczony czytaniem tego wszystkiego. Jeśli chciałbyś usłyszeć więcej, daj mi znać. Ale jeśli nie, proszę, wiedz to: NAPRAWDĘ ISTNIEJE DUCHOWE MIEJSCE, DO KTÓREGO IDZIEMY, KIEDY UMRZEMY, I TEN FACET, O KTÓRYM TYLE SŁYSZELIŚMY W SZKOLE NIEDZIELNEJ, NAPRAWDĘ ISTNIEJE I ROBI TERAZ TO SAMO, CO BIBLIA MÓWI, ŻE ROBIŁ DWA TYSIĄCE LAT TEMU – UZDRAWIA LUDZI ZE ŚMIERTELNYCH CHORÓB. MOJE NDE RADYKALNIE ZMIENIŁO MOJE ŻYCIE I POŚWIĘCĘ KAŻDĄ POZOSTAŁĄ MI MINUTĘ NA SŁUŻENIE MOJEMU BLIŹNIEMU TAK, JAKBYM SŁUŻYŁ SAMEMU SOBIE. DZIĘKUJĘ ZA WYSŁUCHANIE MOJEJ HISTORII.