Opis doświadczenia
------------
(O.B.E. NDE)
Między 5 a 7 rokiem życia umarłem. Zostałem uduszony, a kobieta posunęła się za daleko w swoim napadzie wściekłości. Zabrano mnie do szpitala, ponieważ byłem nieprzytomny. Podłączyli mnie do różnych maszyn. Lekarz był wściekły, mówiąc, że mnie maltretowali i zabili. Podłączył mnie do EEG, aby udowodnić, że miałem uraz mózgu spowodowany uduszeniem.
Zastosowano nadzwyczajne środki i przywrócono bicie mojego serca. Jednak ponieważ pozostawałem nieprzytomny, lekarz kłócił się z moimi przybranymi rodzicami, aby odłączyć podtrzymywanie życia, bo byłem martwy mózgowo. Wtedy mój zapis EEG stał się płaski i uznano mnie za zmarłego.
Obserwowałem to wszystko, stojąc obok swojego ciała. Czułem się bardzo obiektywnie, z tendencją do ulgi. Moje cierpienie z tymi ludźmi było katastrofalne. Na przykład zmuszano mnie do jedzenia karmy dla psów z podłogi. Wepchnęli we mnie gorącą lokówkę. Zostałem tak ciężko zgwałcony, że w wieku 8 lat 75% mojej macicy stanowiła blizna. Było wiele innych epizodów ciężkiego znęcania się, ale to wystarczy, aby nakreślić tło dla NDE.
Gdy stałem obok swojego ciała, odetchnąłem z ulgą, że cierpienie się skończyło. Uświadomiłem sobie Istotę światła stojącą obok mnie. Istota powiedziała: „Podążaj za nimi.”
Odwróciłem się, by obserwować przybranych rodziców i lekarza opuszczających pokój. Podążyłem za nimi. Przeszliśmy korytarzem i przez zamknięte podwójne drzwi, które otworzyły się i zamknęły za nami. Poszliśmy dalej kolejnym korytarzem, skręciliśmy za róg do kolejnych podobnych podwójnych drzwi. Szli dalej wzdłuż kolejnego korytarza, aż zatrzymali się przy gabinecie tuż przed następnymi podwójnymi drzwiami. Weszli do środka, a lekarz i przybrani rodzice zaczęli się kłócić. Istota powiedziała: „Zapamiętaj dokładnie, co mówią.” Zrobiłem to, a później dosłownie odtworzyłem tę rozmowę osobom w nią zaangażowanym.
Podczas gdy kontynuowali kłótnię, Istota odwróciła się do mnie i zapytała: „Jesteś gotowy, by iść?”
„Kim jesteś?” – zapytałem.
„Nie wiesz?”
„Nie.” Zastanawiałem się, dlaczego spodziewałaby się, że zadam pytanie, na które już znam odpowiedź. Jako osoba autystyczna byłem (i często nadal jestem) bardzo dosłowny.
Jej odpowiedź brzmiała, że mogę nazywać ją, jak chcę. Wyjaśniła, że większość ludzi nazywa ją aniołem lub przewodnikiem; niektórzy nazywali ją bogiem.
„Ale tak naprawdę nie jesteś żadnym z nich, prawda?” – jakoś instynktownie to zrozumiałem.
Wyraziła przyjemność i dumę – co nazwalibyśmy uśmiechem – i odpowiedziała: „Nie. Żadne z tych określeń nie jest w pełni trafne, choć wszystkie są tak trafne, jak to tylko możliwe dla osoby decydującej.”
„Dlaczego nie mogę zdecydować, kim jesteś?”
„Nie masz żadnych z góry przyjętych wyobrażeń, które stanęłyby na przeszkodzie twojemu zrozumieniu. Rozumiesz, że nie możesz mnie naprawdę poznać, dopóki nosisz ograniczenia swojego ciała. Wiesz, czy jestem dobra, czy zła i czy mi ufasz, czy nie. To wystarczająca wiedza.”
Następnie Istota zabrała mnie do obecności Wielkiej Inteligencji, która stworzyła wszystko: Jest wszystkim i istnieje we wszystkim, poprzez wszystko i jako wszystko. Nazwałbym to „Bogiem”, choć to słowo ma w naszym świecie zbyt wiele nieporozumień, by było trafne.
W tej Obecności po prostu stałem. Czułem miłość wszędzie. Była gęsta i ciężka, miała dosłowną fizyczną obecność. Ta Obecność była wykwintna i wspaniała. Czułem też jej wdzięczność dla całej ludzkości i dla wszystkich, którzy muszą cierpieć w tym miejscu. Miała wagę, obecność i formę. To jedna rzecz, o której nigdy nie słyszałem, że Bóg jest nam wdzięczny i za nas, i za wszystko, czym jesteśmy i co robimy.
Następnie zostałem zabrany do Wszechświata. Surfowałem na dźwięku, smakowałem kolory, których nie widzimy i dla których nie mamy nazw na Ziemi. Doświadczyłem pełni pieśni, które planety śpiewają sobie nawzajem, i śmiechu gwiazd. Doświadczyłem wszystkiego, co jest, i cudu tego, co istnieje. Było tam nieopisane piękno i tak ogromna miłość i radość.
Wróciłem do Istoty, która wyprowadziła mnie z Obecności. Wciąż nosiłem w sobie część tej Obecności i będę ją nosił na zawsze. Zostałem zabrany z powrotem do swojego ciała długą drogą przez więcej gwiazd i pięknych rzeczy. Podczas gdy „szliśmy”, Istota i ja rozmawialiśmy dość długo.
Końcowa rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
„Nie musisz wracać. To twój wybór.”
„Jeśli nie wrócę, poniosę porażkę. Wiele rzeczy upadnie.” Nie chciałem wracać, ale czułem potężne przyciąganie, by to zrobić.
„Niezależnie od tego, będziesz kochany i przyjęty z powrotem do domu. Będziesz świętowany i nastąpi radość i powitanie.”
Spojrzałem wtedy na swoje leżące ciało. „Jeśli wrócę, poznam tylko ból.”
„Tak. Mimo to wybór powrotu należy do ciebie. Nie będziemy decydować. Zawsze cię kochamy.”
„Tak bardzo chcę zostać.” Spojrzałem na Istotę i poczułem jej zrozumienie i gotowość do zaakceptowania tego.
„Wrócę.” To nie był wybór, ale czułem to jako akceptację i wiedzę. Wiedziałem, że wrócę. Obiecałem. Miałem pracę do wykonania, nawet jeśli była naprawdę, naprawdę ciężka. Ale nie chciałem wracać.
Istota cierpliwie czekała, podczas gdy uczucia mojego bólu i rozpaczy walczyły z moją mentalną wiedzą i zaangażowaniem. Właśnie spędziłem wieczność w magii, cudzie i bogactwie miłości i wdzięczności, słuchając niebiańskich pieśni i baletów w doskonałym świecie.
Teraz miałem wrócić do nędzy, skrajnego cierpienia, przerażenia i agonii. I wiedziałem, że to też szybko się nie skończy. Wróciłem do swojego ciała i całego nieodłącznego bólu, po eksploracji wspaniałości, której w ogóle nie mogę opisać. I tu pozostaję, na razie.
--------
(Dziwne Światy NDE)
W końcu zdecydowałem się napisać o innym. Przypuszczam, że z „dziwnością” naszego świata, to po prostu odpowiedni czas. Opowiadałem to częściowo, ale nie w całości i nie z tak wieloma szczegółami, jak to naprawdę miało miejsce.
Miałem mniej niż 6 lat, kiedy to przeżyłem. Moja przybrana matka bardzo lubiła duszenie jako karę. Dusiła mnie i pamiętam, jak mój świat zwęził się do maleńkiego punktu. To było to samo, co widziałem innym razem, gdy głupio zablokowałem kolana i prawie zemdlałem. Gdy świat się zwężał i oddalał w moim tunelowym widzeniu, poczułem intensywną potrzebę dalszej walki. Minąłem punkt, w którym zwykle poddawałem się walce. Ale tym razem poczułem głęboką potrzebę dalszego zmagania się.
Gdy świat się zwęził, a potem zniknął, czułem tylko swoje ciało i jej ciało przy nim, podczas gdy chwilowo oślepłem. Czułem, jak zwalniam, ale moje emocje zaczęły zanikać. Przestałem się bać i teraz wydawało się, że moje ciało walczy samo.
Potem byłem poza ciałem, stojąc i obserwując scenę. Moje ciało było teraz bezwładne, a Dorothy potrząsała nim za gardło, jakby spodziewała się większego oporu. Odwróciłem się do Istoty obok mojej Świadomości, że tak powiem.
Wyciągnęła do mnie rękę, jakby w realnym życiu miała ująć moją dłoń. „Zróbmy sobie wycieczkę” – tylko tyle mi przekazała.
Spojrzałem wstecz i zobaczyłem, że Dorothy zaczęła reanimować moje ciało. Poczułem niepokój, ale nie o ciało. „Czy będziemy mieli czas?”
Poczucie uśmiechu. „Mnóstwo, a nawet w zapasie. Czas tutaj nie będzie płynął, gdy będziemy tam.”
Byliśmy gdzie indziej. Nie poczułem przejścia, po prostu byłem gdzie indziej. Czułem tylko podziw i zdumienie. Byliśmy u podstaw roślin, które były jak drzewa, ale bardziej przypominały wodorosty. Kołysały się w przód i w tył jak wielkie liście paproci. Były czerwone lub złote. Czerwone miały złote żyłki; złote miały zielone żyłki.
Poruszając się wśród nich z wdziękiem, były inteligentne stworzenia, prawie niemożliwe do wyjaśnienia. Świeciły bioluminescencyjnym światłem, choć wyglądały, jakbyś mógł pomyśleć o „syrenopodobnych”. Były długie i szczupłe; ich twarze wąskie, ale wciąż życzliwe i eleganckie. Ich oczy były szeroko rozstawione, ale nie całkiem po bokach głów. Ich palce były błoniaste, a światło zdawało się poruszać po ich powierzchni.
Zrozumiałem, że to inny świat i inna planeta niż Ziemia. Ten świat był całkowicie pokryty wodą i nie mieli pojęcia o ziemi, brudzie czy gruncie. Całe życie spędzali na prądach wodnych swojego rozległego świata.
Zanurzyliśmy się głębiej w ten świat, gdzie było więcej dziwnych stworzeń. Te stworzenia były podobne, ale mniej rozwinięte. Były ciekawe i mogły nas wyczuć, podczas gdy inne tego nie potrafiły. Były łagodne, przepełnione radością i przyjemnością z naszej obecności. Otoczyły nas, podobnie jak delfiny. Miały kolor, dla którego nie mamy słowa. Co dziwne, gdy tylko wróciłem do swojego ludzkiego ciała, już nie pamiętałem tego koloru.
Te stworzenia żyły w ciemności, do której ich słońce nie docierało, i widziały w kolorach, których my, ludzie, nie widzimy. Były jak radosne psy witające długo nieobecnego, ukochanego człowieka. Wydawały dziwne dźwięki, o których wiedziałem, że moje ludzkie uszy nigdy ich nie usłyszą. Wydawały wysokie dźwięki, ale te dźwięki nie były bolesne. Te stworzenia śpiewały te piękne, wysokie dźwięki, a dźwięk niósł się w wodzie. Potem usłyszałem inne z ich gatunku, które odpowiadały swoją pieśnią z daleka. Mogłem słyszeć i rozumieć ich bardzo prostą pieśń o wizytach, radości i o tym, jak wielkie było ich nauczanie.
W swoim ludzkim myśleniu przyszedłem po prostu zobaczyć. Ale one wierzyły, że przyszedłem, by się uczyć, a one, by mnie uczyć. Poszedłem z nimi za delikatną namową Istoty obok mnie. Zabrali mnie do swoich domów, które były jaskiniami przypominającymi plaster miodu pod ziemią, gdzie woda płynęła w muzycznych wzorach.
Pływaliśmy w tych jaskiniach, a oni pokazali mi, jak wiele jest wokół nas żywego. Na ścianach były glony. Niektóre jaskinie były zamieszkane przez mikroskopijne życie, które rosło w małych, twardych muszlach i tworzyło ściany w jaskiniach. Niektóre były gigantycznym, pradawnym życiem, które rosło w stożkowatych, ogromnych muszlach i żywiło się życiem, które kwitło w wodzie. Te gigantyczne stworzenia mogły spać, czasami przez dziesięciolecia, zanim zakwit glonów je obudził.
Pokazali mi, jak rozpoznać, kiedy płyną za wysoko. Czułem wrażenie „rozpadania się”, gdy osiągali granice swojej głębokości. Pokazali mi inną ławicę swojego gatunku, która pływała wokół mnie w kółko, ocierała się o moją energię i prosiła, abym ich pobłogosławił. Pobłogosławiłem ich i powiedziałem, że będą prosperować za swoją dobroć, za „zmycie” części mojego smutku. Odeszli, zadowoleni, że należycie dali i otrzymali błogosławieństwa.
Stado, z którym byłem, zabrało mnie z powrotem do swojego miejsca, gdzie się spotkaliśmy. Chcieli z kolei błogosławieństwa. Powiedziałem im, że staną się więksi, ponieważ mnie nauczyli; i oni również byli zadowoleni.
Potem wyruszyliśmy w kosmos i podróżowaliśmy wśród gwiazd i planet. Chociaż nie były zamieszkane przez życie, każda była piękna na swój sposób.
Kiedy nadszedł czas powrotu, dotarliśmy do mojego ciała prawie dokładnie tak, jak je zostawiliśmy. To było dla mnie dziwne, ponieważ właśnie spędziłem wieczność wśród dziwnych stworzeń innej planety, wśród gwiazd, gazowych olbrzymów, planet z pierścieniami, zamarzniętych planet i planet z płonącą magmą.
Stanąłem przy swoim ciele i spojrzałem wstecz na Istotę. Była nieskończenie cierpliwa, czekając. Nie pytałem, a ona nie sugerowała niczego, ale wiedziałem, że nadszedł czas wrócić. Poczułem przypływ miłości do tej Istoty. Potem poczułem emocje mojego ciała, gdy obudziłem się, kaszląc i wymiotując.
---------
(NDE „Pobierania”)
Byłem z sadystycznymi oprawcami (przybranymi rodzicami) w wieku od 3 do 7 lat. To wtedy miałem swoje NDE.
Postaram się, aby to było spójne. To trochę jak próba rozpakowania czyichś ubrań i schludnego ułożenia ich w domu, w którym nigdy wcześniej nie byłeś. To przytłaczające i trudno ułożyć rzeczy w logicznym i zrozumiałym porządku.
Jedną rzeczą, którą chcę, aby było zrozumiane, jest to, że WIELE walczyłem z tym, co mi mówiono, czego uczono lub co mi „pobrano” podczas tych NDE. To konkretne szczególnie nękało mnie przez całe życie. Postaram się wyrazić własne zmagania z tym, jednocześnie próbując jasno wyrazić przesłania. Ponadto to było szczególnie fascynujące NDE i są rzeczy do wyrażenia z tego punktu widzenia, co również będzie wyzwaniem.
Gdy uniosłem się z ciała, zastałem tam czekającego na mnie przyjaciela. Mój przyjaciel był humanoidalną formą światła promieniującą życzliwością, miłością i cierpliwością. Zignorowaliśmy zamieszanie przybranej matki próbującej ożywić ciało. Stałem, patrząc w górę na ciało. Wszystko jest „w górze” z perspektywy dziecka, chociaż wyraźnie widziałem wszystko wokół mnie.
„O co chcesz zapytać, a nie zapytałeś?” – przekazała pytanie bezgłośnie.
„Dlaczego?” Tym pytaniem zadałem kilkanaście innych: „Dlaczego ja? Dlaczego cierpienie? Dlaczego ten okropny świat? Dlaczego wróciłem, skoro mogłem odejść? Dlaczego przyszedłem tutaj i przyjąłem takie okropne rzeczy, skoro jestem iskrą boskości, częścią Wielkiej Inteligencji?” To był krzyk zamętu, gniewu, bólu i straty.
Wyciągnęła symboliczną dłoń i zapytała: „Jesteś pewien, że chcesz wiedzieć? Wszystko, co teraz cierpisz, będzie łatwiejsze, jeśli nie będziesz wiedzieć.”
Zastanawiałem się, szukając w sobie. Czy chciałem wiedzieć, jeśli przyniesie mi to więcej bólu? Ostatecznie zdecydowałem, że chcę wiedzieć. Mogłem stwierdzić, że mój przyjaciel już znał moją decyzję. Było skinienie głowy i ruszyliśmy.
Najpierw udaliśmy się do komnaty Wielkiej Inteligencji. Tego, co możesz nazwać „bogiem”. To była kochająca, ogromna, niesamowita Istota, która stworzyła wszystko, jest wszystkim, istnieje jako wszystko i przez wszystko.
Otrzymałem pobranie, które odpowiedziało na moje pytania „dlaczego” w takim zakresie, w jakim wolno mi mieć te odpowiedzi, będąc na Ziemi. Po dłuższym czasie w tej Obecności, niechętnie poszedłem z moim przyjacielem. Zabrał mnie do świata z dwoma słońcami. Jedno słońce było olśniewająco czerwono-złote, a drugie słońce było bladobiałe. Ktoś mógłby je pomylić z księżycem, gdyby znał tylko ziemskie niebo. Ale w tym miejscu wiedziałem, że to kolejne słońce. Było mniejsze niż większe słońce, ale o wiele większe niż nasze własne słońce. Oba słońca były wiele milionów razy dalej od tej planety niż nasze słońce od naszej.
Ta planeta miała ogromne miasta, niepodobne do niczego tutaj. Były tam wspaniałe, strzeliste budowle lśniące krystalicznym blaskiem. Nie zostały zbudowane, ale raczej wyhodowane w procesie, którego nie rozumiałem i nie rozumiem. Tętniły życiem, nie tylko inteligentnego gatunku tej planety, ale także zwierząt. Niektóre z tych zwierząt były stworzeniami wspinającymi się, które gnieździły się wysoko na szczytach wielkich, wydrążonych domów. Nawet gdy patrzyłem w zdumieniu, odbijały się i szybowały z jednego wysokiego szczytu na drugi; wspinały się po ścianie i znikały w domach. Były podobne ciałem do latających wiewiórek, ale ich twarze bardziej przypominały mrówkojady; choć jest to nieprecyzyjne porównanie, ponieważ takie rzeczy nie istnieją.
To było radosne i piękne. Inteligentne istoty, które tam żyły, były przepełnione śmiechem, szczęściem i wzniosłym zadowoleniem.
Natychmiast zrozumiałem pełnię życia na tej planecie. Widziałem, jak rozpadła się od słońca, wirując, stygnąc i zbierając szczątki; aż pierwsze z tych stworzeń usłyszało własny śmiech i zrozumiało, czym ten dźwięk był. W tym momencie obudziła się samoświadomość i wykiełkowały nasiona cywilizacji.
Ci ludzie byli złotoskórzy i mieli smukły wygląd. Byli nieco podobni do ludzi, chociaż ich twarze były bardziej miękko zarysowane i okrągłe. Nosili ubrania, ale po to, by się wyrażać, ponieważ ubrania nie miały innego kulturowego ani fizjologicznego celu. Tańczyli i tkaninę snuli w powietrzu. Chciałem podejść bliżej i dowiedzieć się więcej, ale to byłoby niegrzeczne.
Zostałem zabrany na inną planetę, gdzie ludzie żyli w rozległych chatach, które były daleko od siebie. Ci ludzie nie byli tacy, jakich spodziewałem się po inteligentnych gatunkach. Nie byli dwunożni i używali stóp jak rąk, chociaż ich „tylne nogi” były kopytne. Zwijały dłonie w pięści, by biegać, a na grzbietach kostek miały twarde wypukłości. Być może stąd wzięło się moje niewinne dziecięce przekonanie, że ja też mogę wyrosnąć na konia. Choć nie wyglądali jak konie ani żadne ziemskie stworzenie.
Ci ludzie byli radośni, spokojni i żyli w harmonii. Byli bardzo dostrojeni do planety, na której żyli. Rozmawiali o planecie i z planetą. Były tam dwa inne inteligentne gatunki i wszystkie trzy żyły razem i pracowały razem w dziwnej symbiotycznej manierze. Namioty, w których mieszkały te stworzenia, były wykonane przez łagodne, małpopodobne istoty, a małpopodobne istoty były noszone na brzuchach czworonożnych istot. Trzecia rasa istot była również małpopodobna, ale bardziej podobna do ludzi w twarzach; bez wydatnego czoła ludzi Cro-Magnon, ale nie tak złagodzonego jak u współczesnych ludzi.
Trzecia rasa istot mogła nas zobaczyć i uniosła ręce na powitanie. To skłoniło innych do zrobienia tego samego. To był dziwny widok. Skłoniliśmy się i wysłaliśmy im błogosławieństwa, zanim ruszyliśmy dalej.
Gdy przechodziliśmy z miejsca na miejsce, wszędzie widziałem cuda. Pokazano mi nieinteligentne gatunki. Pokazano mi wszelkiego rodzaju splendory, takie jak wodospady i zabranie mnie do serca płonącego płomienia. Sunąłem po powierzchni słońca, bawiąc się w zmieniającej się energii i słysząc jego radosną radość z dawania życia tak wielu wspaniałym rzeczom.
To było najbardziej radosne, piękne, wspaniałe, niesamowite doświadczenie, jakie ktokolwiek mógł mieć. Rozmiar, zakres tego nie może być wyrażony. Spotkałem niesamowite, duchowe istoty, takie jak mój towarzysz, przyjaciel i mój przewodnik. Wszystkie były przepełnione zadowoleniem i radością.
Wszędzie we wszechświecie panowała wielka miłość, godność, szacunek i współczucie. To było tak wykwintne, że nie mogę powstrzymać łez, ponieważ mam ograniczoną zdolność zapamiętywania tego doświadczenia, ponieważ to wszystko, co mój mózg może ogarnąć w tej zmniejszonej, małej i ograniczonej formie. Przejście stamtąd tutaj było prawie nie do zniesienia. Naprawdę wiedzieć, co leży poza, i wiedzieć ponad wszelką wątpliwość, że jest wspaniałe i fantastyczne poza wszelkim pojęciem, czyni życie tutaj, w tej formie, tak trudnym. Staram się o tym nie myśleć. Innym powodem, dla którego rzadko mówiłem o swoim doświadczeniu, jest to, że sprawia, iż jeszcze bardziej tęsknię za powrotem do niego.
Po długim czasie eksploracji, oglądaniu pięknych i wspaniałych widoków, zatrzymaliśmy się w kosmosie w pobliżu mgławicy. Mgławice są jeszcze piękniejsze, niż wydają się na zdjęciach.
„To jest odpowiedź na twoje pytanie.”
Zrozumiałem, że wszystko, co robimy tutaj na Ziemi, wszystko, czym jesteśmy, wszystko, czego doświadczamy, pozwala istnieniu trwać. Każda piękna rzecz, każda wspaniała istota i stworzenie, czy to na Ziemi, czy w jakimkolwiek wszechświecie, polega na ludziach, którzy są w niezwykle rzadkich miejscach, takich jak Ziemia.
Wielka Inteligencja (bóg) jest paradoksem. Jest całkowicie kochająca i w pełni nieograniczona. Co zgodnie z definicją paradoksu oznacza, że jest niemożliwa? Nie może być ograniczona tylko do miłości; nie może być ograniczona tylko do bycia nieograniczoną; albo nie jest nieograniczona.
Ziemia jest miejscem, gdzie to, co nieograniczone, staje się ograniczone; gdzie to, co pojedyncze, staje się wielością. Tutaj może poznać wspólnotę i samotność. Może poznać ból serca i nadzieję. Może poznać wszystko, czego nieograniczona istota czystej miłości nie może. Może pojąć i postrzegać zło; czego w rzeczywistości też nie może zrobić. Aby rozwiązać paradoks, musi doświadczyć bezradności i ograniczenia, i tego wszystkiego, jako Realne. W tym miejscu wszystko jest tak RZECZYWISTE.
Czym więc jest wolna wola? Wolna wola to możliwość przyjścia tutaj, aby pomóc rozwiązać paradoks „boga”. Być wszystkim, czym nie jesteśmy, aby wszystko cudowne i radosne mogło nadal istnieć. Aby sama miłość mogła nadal istnieć. Aby Nieograniczone nie było ograniczone do bycia tylko nieograniczonym.
Dlaczego odpowiedzi brzmią zawsze: „po prostu istnieć” i „wybierać miłość” i „nauczyć się kochać?” Ponieważ wszystko, co musisz zrobić, aby rozwiązać paradoks, to istnieć. A gdy tu istniejemy, za każdym razem, gdy wybieramy miłość, rozszerzamy wszechświat. Miłość jest tęsknotą życia za samym sobą. Pomimo rzeczywistości, w której żyjemy, nawet najciemniejsze dusze wśród nas nie mogą powstrzymać się od sięgania, tęsknienia i poruszania się w kierunku dobra i miłości.
Ponieważ miłość jest prawdziwą naturą tego, kim jesteśmy. A kiedy doświadczamy okropnych rzeczy, pytanie „dlaczego” przychodzi na myśl, ponieważ jest centralnym pytaniem miłości, życia i tego świata. Odpowiedź brzmi: „aby wszystko mogło nadal istnieć.”
Każda dusza wybrała przyjście tutaj i cierpienie z powodu miłości. Każda dusza kocha wszechświat, kocha życie i kocha ten świat i WSZYSTKIE światy. Każda dusza kocha WSZYSTKICH ludzi tak ogromnie i intensywnie, że wybrała przyjście tutaj, aby wszystkie wszechświaty mogły tętnić pięknym, radosnym ŻYCIEM.
Każde stworzenie, które widziałem, uznaje, że twoje życie daje im dar życia. A gdy każda dusza wraca do „domu” po śmierci, również pozna nagrody własnego daru. „Nagrodą” za ich poświęcenie będzie radość, miłość i uczucie niesamowitej, cudownej, pięknej radości z powodu ŻYCIA i MIŁOŚCI wszędzie we wszechświecie.
Kiedy wracasz do domu, spotykasz swoją własną duszę. Dobrowolnie przyszedłeś tutaj, aby zapomnieć o sobie. Dobrowolnie przyszedłeś tutaj, aby ocalić każdą piękną i wspaniałą rzecz. Cierpiąc to, czego „bóg” nie może, dajesz dar życia.
Informacje ogólne
Elementy NDE
Moja ówczesna matka zastępcza lubiła dławić jako karę. Nauczyła się resuscytacji dziecka, aby móc mnie przywrócić do życia po tym, jak jej gniew posunął się za daleko.
Wyraźnie opuściłem swoje ciało i istniałem poza nim
Byłem poza Czasem. Spędziłem wieczność tam bawiąc się. Kiedy tu wróciłem, minęły tylko chwile. Nie byłem już zsynchronizowany z czasem Ziemi.
Bóg, duchowość i religia
W odniesieniu do naszego ziemskiego życia poza religią
Po NDE
Opis doświadczenia 16120
Jak wiesz, miałam wielokrotne NDE. Większość z nich jest do siebie tak podobna, że tak naprawdę się nimi nie przejmuję.
Pierwsze z nich nazywam „Łonem”. Jest podobne do doświadczeń „pustki”, z tą różnicą, że widziałam różowe błyski (czasami inne kolory, ale zazwyczaj różowe), jak przytłumione, ciemne błyskawice. Unosiłam się w ciemności, wszystko było spokojne i niesamowicie ciche. Istniałam, to nie było przerażające. Czułam się ciasno owinięta ogromną miłością. (Myślę, że ważne jest, abyś pamiętał, że miałam między 3 a 5 lat – w tym NDE byłam bardziej „w” swoim ludzkim umyśle niż w jakimkolwiek innym, ale byłam bardziej jak normalne, dociekliwe dziecko, bez moich ograniczeń, uszkodzenia mózgu i autyzmu). To doświadczenie było również wynikiem przemocy, jakiej doświadczyłam od rodziców zastępczych jako dziecko. Nie pamiętam, która kara doprowadziła do tego, ale mgliście łączę z nim utonięcie i reanimację.
Czułam to, co zwykle nazywam swoim „towarzyszem”. Przewodnik, anioł stróż, jakkolwiek chcesz. Był tam, jako obecność, ale tym razem nie jako istota światła, po prostu gdzieś na obrzeżach mojego „wiedzenia”.
Zapytałam: „Co to za miejsce?”
Odpowiedział telepatycznie: „To twoja pamięć.”
Będąc oczywiście mądrzejszą od przeciętnego idioty, powiedziałam: „Nie pamiętam tego.” (Za każdym razem, gdy o tym myślę, śmieję się – byłam W pamięci, więc oczywiście to pamiętałam!) Kontynuowałam: „Dlaczego tu jestem?”
„To było miejsce, gdzie czułaś się kochana. Przyszłaś tutaj, aby czuć się bezpiecznie.”
Zastanawiałam się nad tym przez chwilę. „Czy to moja mamusia?” (Miałam pięć lat, więc „mamusia” było całkowicie odpowiednim słowem).
„Tak, ale nie ta.”
Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć, więc milczałam przez chwilę, po prostu unosząc się w spokojnej, ciężkiej ciemności. Znów pojawiły się różowe błyski, więc zapytałam: „Co się dzieje?”
„Nadchodzi światło.”
„Czy się rodzę?”
„Nie. To łono stworzenia. To twój sposób na zrozumienie tego.”
„Pierwszy raz, gdy wiedziałam, że jestem sobą.” (Wtedy miało to sens)
„Tak. Pierwszy raz, gdy poznałaś siebie. Pierwszy raz, gdy poczułaś miłość.”
„Więc wtedy poznajesz siebie? Gdy poznajesz miłość, poznajesz siebie.” (Czułam się całkiem sprytna, że to rozgryzłam. Wciąż śmieję się z dziecięcej radości, jaką czerpałam z tego „głębokiego” odkrycia, lol!)
W tym momencie, choć nie widziałam ciała ani nawet go nie czułam, zrobiłam coś, co uznałabym za fikołki lub przewroty. „Istnieję.” (Znów czułam się szczególnie sprytna i zachwycona tym „uświadomieniem”, które napełniło mnie ogromną radością i śmiechem).
„Zawsze istniałaś, po prostu od czasu do czasu zapominasz.” (Teraz towarzysz wyraził rozbawienie i wielką miłość wobec mnie)
Wisiałam zawieszona w bezkresnym morzu nicości, obserwując rzadkie błyski koloru wokół mnie. Potem przyznałam, że nadszedł czas, by wrócić, i wróciliśmy do mojego ciała.
~o~O~o~O~o~
Naprawdę nie wiem, JAK opisać to doświadczenie.
Byli tam ludzie. Byłam w dorosłym ciele, kobiecie (nie byłam „sobą”, byłam innym „ciałem” – znów, nie wiem, jak to wyrazić). Miałam na sobie togę, podobnie jak wszyscy wokół mnie. Jako dziecko opisywałam to jako noszenie białych zasłon. Nie miałam pojęcia, czym jest toga.
Podłoga była niejako „granitowa”, ale w zasadzie była twardą, niewidzialną powierzchnią, pod którą znajdował się wszechświat. Jak obrazy kosmosu, galaktyk, mgławic. Było trójwymiarowe, ale mogliśmy po nim chodzić. (Przepraszam, wiem, że to dziwne, jak mówiłam, nie mam pojęcia, jak to wyjaśnić). Nazwałabym „wystrój” może starożytną Grecją? Ciężko powiedzieć. Białe marmurowe kolumny prowadzące do białego marmurowego sufitu, jak świątynia bez ścian.
To było bardzo podobne do przyjęcia. Wszyscy rozmawiali, byli spokojni, zrelaksowani, szczęśliwi. Wokół przyjęcia krążyli „towarzysze” podobni do mojego, niosąc „napoje”. Istoty światła.
„Chodź, czekali na ciebie,” powiedział mój towarzysz po chwili. Stał lekko po mojej prawej stronie i z tyłu. Urósł i uniósł się, a ludzie rozstąpili się, by nas przepuścić. Spoglądali na nas i szeptali, ale potem wracali do swoich rozmów.
Ciekawe jest to, że wszystko było bardzo stonowane, spokojne i wyciszone, ale czułam promieniującą od nich radość. Byli bardzo szczęśliwi. Znałam ich wszystkich, a jednak nie. Nie byli moimi przodkami, nie byli ludźmi, których znałam osobiście. Byli jednak znajomi.
Przemieściliśmy się (coś w rodzaju tunelu, ale natychmiast) i znaleźliśmy się w tym, co nazywam „Komnatą wyższej mocy”. Obecnością.
Spojrzałam na ludzi wokół mnie. „Co to jest?” Miałam na myśli zgromadzenie ludzi; wiedziałam, gdzie jesteśmy, ale nie wiedziałam, dlaczego tam jesteśmy ani o co w tym wszystkim chodzi.
Jedna kobieta, która wyglądała na starszą, podeszła do mnie i objęła mnie ramieniem. Była dla mnie ogromnie kojąca. „Nie martw się, kochanie. Wszystko będzie dobrze, ale musisz się spieszyć.” Poprowadziła mnie naprzód do grupy, gdzie odbyliśmy rozmowę, z której niczego nie pamiętam.
Odbywały się tam również inne takie „konferencje”. To była bardzo radosna rozmowa, pełna szczęścia, nadziei, wdzięczności... ale także bardzo poważna i doniosła. Znów, nie pamiętam nic poza samą rozmową.
Pamiętam też moją niechęć, gdy nadszedł czas powrotu.
Gdy miałam wracać do ciała, odwróciłam się i spojrzałam na mojego towarzysza. Byłam tak, tak, tak głęboko smutna (płaczę, pisząc to), gdy zapytałam: „Czy mnie znajdą?”
„Jeśli nie, ty ich znajdziesz.”
Wróciłam do mojego ciała, do bólu i terroru, które były jedyną rzeczywistością, jaką znałam. To było trudne i tej nocy płakałam, czego starałam się nigdy nie robić w tym miejscu.
Nie wiem, kim byli „oni” ani dlaczego bałam się, że mnie nie „znajdą”. Więc to NDE jest bezsensowne i dziwne. Nie dostałam z niego żadnych prawdziwych odpowiedzi i obawiam się, że nie mam żadnych prawdziwych odpowiedzi na jego temat. Być może otrzymałam informacje, ale nie pozwolono mi ich zachować. Moje wrażenie, po prostu głębokie uczucie, którego pochodzenia nie potrafię wyjaśnić, jest takie, że to miejsce, do którego idziemy, gdy śpimy. Każdej nocy planujemy razem w tym „miejscu”. Wydawało mi się o wiele bardziej „fizyczne” lub „konkretne” niż reszta. Prawie tak, jakby to było PRAWIE, ale nie do końca w sferze fizycznej. Bliżej tego, co ludzie nazywają „rzeczywistym”, a mniej osadzone w płaszczyźnie prawdziwej rzeczywistości, do której wszyscy wracamy.
................
Miałam dwa doświadczenia, które w interesujący sposób „pasują do siebie”. Często mówiłam, że jako dziecko doświadczałam bardziej „czystych” NDE, ponieważ byłam mniej zindoktrynowana. Ta kwestia „indoktrynacji”, lub słowem, które uznałabym za bardziej precyzyjne, im większe jest „uwewnętrznienie duszy”, tym mniej „zgodne z rzeczywistością” staje się doświadczenie. Te dwa doświadczenia dają nieco więcej wglądu w tę kwestię.
Ponieważ miałam już podstawy tej koncepcji z moich wczesnych NDE, łatwiej było mi ją później nieco przezwyciężyć, ale zobaczysz, jak w STE z 1992 roku mocno z nią walczyłam z powodu bardzo, bardzo silnej indoktrynacji adwentystów dnia siódmego od dziewiątego do piętnastego roku życia.
STE, którego doświadczyłam, rozpoczęło się pod koniec trzydniowego epizodu „postu i modlitwy”. Szybko traciłam wiarę w chrześcijaństwo i desperacko chciałam ją utrzymać. Poszłam do lasu, aby „pościć i modlić się” i rzeczywiście pościłam na wodzie. Przez trzy dni i noce miałam tylko wodę.
Pod koniec postu, po wypiciu soku owocowego jako sposobu na rozpoczęcie powrotu do jedzenia, leżałam na kanapie i zaczęłam czuć, jak moje ciało i dusza się rozdzielają. Zrobiło mi się bardzo, bardzo słabo, a świat wydawał się pojawiać i znikać tuż przed rozpoczęciem doświadczenia/wizji.
==============================================
Położyłam się na kanapie i zasnęłam, a może to był ten przedsenny półmrok, nie mogę być pewna. Poczułam, jak unoszę się z mojego ciała. To doświadczenie wydawało się bardzo różne od NDE. Było bardziej jak sen, ale miało inną jakość niż inne sny. Z pewnością dzieliło podobieństwa z moimi NDE, ale byłam w nim mniej „w pełni obecna”. Czułam się jak moja ludzka jaźń, innymi słowy.
Weszłam do tunelu, ale przejście było niezwykle szybkie. Prawie natychmiast byłam na drugim końcu, stojąc w chmurach. Zobaczyłam mężczyznę i pomyślałam, że to Jezus. Jednak wychowana w SDA bałam się. Przyszedł mi na myśl werset: „Szatan może przybrać postać anioła światłości”. Właśnie intensywnie studiowałam Biblię przez ostatnie trzy dni – i przez większość czasu byłam szczególnie oddaną jej studentką, więc było to dość silnie w mojej głowie.
Uczono mnie, jak „testować demony”, więc zaczęłam zadawać tej postaci Jezusa pytania, aby upewnić się, że to nie demon w przebraniu. „Powiedz, że Jezus Chrystus jest Panem” – zażądałam, a on to zrobił. Oznajmiłam: „Idź precz, szatanie!”, a on po prostu stał i się uśmiechał. „Rozkazuję ci w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! W imię Jezusa modlę się, odejdź!” Skrzyżował ramiona i nadal się uśmiechał. Uśmiechał się cierpliwie przez cały mój repertuar prób „demonologii”, aby go wyegzorcyzmować.
Gdy skończyłam, zapytał: „Już skończyłaś?”, a ja zawstydzona przeprosiłam.
Ale potem nie mogłam się powstrzymać. „Nie jesteś demonem.” Wiedziałam to. Wiedziałam to na każdym poziomie mojego istnienia.
„Nie,” zgodził się.
„Nie jesteś Jezusem?” – zapytałam.
Wzruszył ramionami. „Jestem, jeśli tak chcesz mnie nazywać.” Byłam zbyt przerażona, że może być czymś innym. „Musisz być Jezusem.” Uśmiechnął się i wróciliśmy do rodzaju komunikacji, jaką mieliśmy, gdy byłam dzieckiem... gdzie wiedziałam, co myśli: „Wiedziałem, że to powiesz.”
Rozmawialiśmy przez jakiś czas o sprawach, które były wtedy dla mnie osobiste (niezwiązane z religią czy podobnymi rzeczami – chodziło o moje dziecko). Znów miał dla mnie złe wieści; będzie ciężko. Powiedział mi również, że nigdy nie było zamierzone, abym utknęła w religii tak, jak to zrobiłam. Byłam w bardzo, bardzo intensywnym „kryzysie wiary” od lat.
Gdy się rozstaliśmy, miałam osobiste informacje, które się spełniły, w tym to, że nie pozostanę chrześcijanką, ale że przejście będzie trudne, ponieważ mój poziom strachu był tak wysoki. Również, niestety, jego słowa o moim dziecku się spełniły.
>>>>
Wiele z najgłębszych i najbardziej niepokojących kwestii, jakie miałam z chrześcijaństwem, wyszło na jaw podczas tego doświadczenia i po nim. Jednym z wielkich wyzwań związanych z moim wychowaniem były kwestie LGBQT i idea, że „bóg” stworzyłby człowieka w określony sposób, a potem nienawidziłby go za to, że taki jest. To wiązało się pośrednio z faktem mojego autyzmu i pytaniem, dlaczego „bóg” uczyniłby mnie autystyczną i nienawidziłby mnie za bycie autystyczną? Naturalnie rozumiałam, że odnosi się to do innych, którzy mają w sobie rzeczy, których nie mogą zmienić.
Ta rozmowa z „Jezusem” znacznie pomogła złagodzić ogromny wewnętrzny zamęt, przez który przechodziłam w kwestii osób homoseksualnych.
Dekadę później miałam najnowsze (i jak dotąd ostatnie) NDE. Byłam w pralni, robiąc pranie, gdy wstałam zbyt szybko i świat zaczął się ode mnie oddalać, w dół tunelu. Niewyraźnie zdałam sobie sprawę, że mam widzenie tunelowe (raz zablokowałam kolana i prawie zemdlałam, więc teraz znałam nazwę tego zjawiska). Widziałam, jak część świata, którą mogłam dostrzec, stawała się coraz mniejsza, i w przyćmionej części umysłu pomyślałam: „Cholera, mdleję.”
Patrzyłam, jak pralka zbliża się do mnie w tym odległym punkcie, którym stał się świat, a potem wszystko pociemniało. Później lekarz poinformował mnie, że moje ciśnienie spadło tak nisko, że krew nie docierała do mózgu, dopóki nie upadłam i niejako nie spłynęła do niego. Moje serce nie było w stanie przepchnąć do niego krwi.
Opowiadałam już wcześniej następującą historię niektórym osobom, ale zawsze przedstawiałam ją jako „wizję”, ponieważ nie chciałam rozmawiać z nimi o NDE.
((Nie lubię opowiadać tego NDE. Wydaje mi się aroganckie, ponieważ „anioł” [dusza] w poniższym był „mną”. To powiedziawszy, jest to reprezentacja WSZYSTKICH ludzi, więc chcę się upewnić, że to jest zrozumiane. W miejscach, gdzie mówię „ja” lub „mnie”, tak naprawdę chodzi o CIEBIE. Dotyczyło mnie, ale nie dotyczyło TYLKO mnie.))
o~O~o~O~o (początek)
Nie pamiętam opuszczania ciała w tym przypadku, pamiętam tylko, że przez chwilę byłam w tunelu światła, a potem znów znalazłam się w chmurach. Tym razem osoba, która mnie przywitała, przybrała postać buddyjskiego mnicha. (Interesowałam się wtedy mistycyzmem wschodnim). Siedział w pozycji lotosu i uśmiechał się do mnie. Przywitaliśmy się jak starzy przyjaciele. Znów przyznałam, jak zawsze to robiłam, że nie jest tym, czym się wydaje, ale raczej duchem, duszą, istotą... nie do końca definiowalną za pomocą ziemskiego języka.
Następnie powiedziałam mu, że zmagam się z koncepcją „wolnej woli” z duchowej perspektywy. Powiedział mi, że pokaże mi to w formie („przypowieści” – choć nie lubię przypowieści, więc interpretowałam to bardziej jak „bajkę Ezopa”, gdzie prawda jest podana w formie opowieści, czym przypowieść zapewne jest. Jednak bajki Ezopa były o wiele bardziej bezpośrednie, a ich „przesłanie” natychmiast odczytywalne, bez możliwości pomyłki).
Scena pod nami zmieniła się z chmur i oglądaliśmy rozgrywającą się poniżej scenę. Wyglądała jak ogromny dworzec kolejowy lub autobusowy. Jedna cała ściana była wyłożona „okienkami biletowymi”, do których można było podejść i kupić bilet. Ludzie kupowali bilety, a następnie szli do portalu, którym było „narodzenie” w różnych światach (zgodnie z miejscem docelowym na bilecie).
Na górze „budki biletowej” znajdował się opis, dokąd wysyłało dane okienko. Był to archetyp życia, jakie miało się prowadzić. Wiedziałam, że to tylko reprezentacja, że jest w tym o wiele więcej, ale to miało mi tylko przekazać koncepcję. Każda etykieta opisywała archetyp życia.
Kolejki były dłuższe im bliżej były „wejścia” na dworzec. Na drugim końcu było jednak kilka okienek, przy których w ogóle nie było kolejek.
Gdy patrzyliśmy, weszła aniołka (istota ze skrzydłami, delikatna, piękna i słodka, ale z niezaprzeczalną aurą ogromnej mocy). Miała na szyi „dowód” swojego ogromnego doświadczenia. Na końcu naszyjnika wisiał żeton. Był to rodzaj „honorowego” medalu, biletu do dowolnego życia, dowolnego rodzaju, w dowolnym miejscu. Mogła wybrać wcielenie wakacyjne w dowolnym miejscu przeznaczenia.
Trzymała żeton w dłoni, idąc. Ludzie w kolejkach odwracali się, gapiąc na nią i szepcząc. Była jak celebrytka, wszyscy byli nią zdumieni, pełni podziwu, gapiąc się i wytrzeszczając oczy, podekscytowani. Takie dusze były rzadkie i bardzo ich ekscytowało, że ją tam widzą.
Minęła wszystkie „ekscytujące”, „zabawne” i „wakacyjne” typy wcieleń. Doszła do końca i odwróciła się, by wrócić, ale się zatrzymała. Spojrzała na dwa ostatnie życia. To ostatnie. Nikt nie stał przy żadnym z nich. Podeszła do najdalszego końca i położyła swój żeton na blacie, przesuwając go w stronę anioła obsługującego to okienko.
On pokręcił głową. „Nie chcesz tego robić,” poradził. „Ponieślesz porażkę. Nawet ty byś poniosła porażkę w tym.”
Ona skinęła głową. „Wiem. Ale muszę spróbować.”
Wyglądał na smutnego. „Zmarnujesz to na tak niemożliwe życie? Dlaczego?”
Wzruszyła ramionami: „Ktoś musi. Czemu nie ja?”
Zaprotestował jeszcze raz, ale przesunął jej bilet. Wzięła go i trzymała tak czule, jak przed chwilą trzymała żeton. Podeszła do portalu narodzin i z determinacją wyciągnęła bilet. Anioł obsługujący portal pokręcił głową. „Dlaczego to robisz? Ponieślesz porażkę.”
Uśmiechnęła się krzywym, smutnym uśmiechem. „Wiem. Ale ktoś musi spróbować.”
„W takim razie dobrze,” powiedział jej i przyjął bilet. Gdy odsunął się na bok i wyciągnął ramię, ona zrobiła krok do przodu, wzięła głęboki oddech i skoczyła do portalu.
Inni aniołowie opuścili swoje kolejki, zebrali się wokół i wpatrywali w niego, obserwując. „Ponieśle porażkę,” powiedział jeden z nich. „Ale ktoś musiał spróbować,” powtórzył inny jej wcześniejsze słowa. „A co jeśli nie poniesie porażki?” zapytał ktoś inny, a oni zamilkli i obserwowali jeszcze uważniej.
Chmury wróciły i siedzieliśmy razem w ciszy przez chwilę. Był wesołym, uśmiechniętym mnichem, a ja byłam sobą, po prostu sobą. Nie mogłam zobaczyć tej promiennej istoty z opowieści we „mnie”. „Powinnaś wrócić, jeśli masz zamiar,” powiedział mi.
Spojrzałam na niego. „Wszyscy spodziewali się, że poniosę porażkę.”
Skinął głową. „Nawet ty. Ty najbardziej.” Potem kontynuował: „Twoje życie miało się skończyć dawno temu. Zdecydowałaś się iść dalej. Nadal spodziewamy się, że ponieślesz porażkę, ale już przekroczyłaś to, co pierwotnie zamierzałaś.”
Odpowiedziałam mniej więcej: „Dzięki za wiarę we mnie,” na co on tylko się roześmiał tym wesołym mnichowskim śmiechem, a ja wróciłam do swojego ciała w kałuży krwawych wymiocin. Miły powrót, dzięki za to, mój mnichowy przyjacielu.