Juliet N

NDE Skala Greysona: 20
#10077
  • KrajZjednoczone Królestwo
  • PłećF
  • Data przesłania8/20/2002
Doświadczenie obejmowało
Widzenie poprzednich wcieleń (Reinkarnacja)OOB, Doświadczenie poza ciałemPoczucie jedności z wszechświatemZaobserwowano piekielne obrazy w ich doświadczeniuPrawdopodobnie doświadczył śmierci klinicznejŚwiat duchowy jest bardziej rzeczywisty niż rzeczywistość fizycznaPoczucie, jakby wrócili do domuWyjaśnia cel indywidualnych żyćWyjaśnia cel całego życiaCzas jest iluzją i nie istnieje w świecie duchowymWszechświat składa się wyłącznie z miłości i światłaSpotkał swojego przewodnika duchowego podczas doświadczeniaZobaczyli kolory, których nigdy wcześniej nie widzieliZdecydował się wrócić do życia

Opis doświadczenia

W STRONĘ ŚWIATŁA
Doświadczenie Bliskie Śmierci
autor: Rev. Juliet Nightingale

Audio - Multimedia

Wstęp

Doświadczenie Bliskie Śmierci (NDE) – którego miałam kilka – występowało głównie w czasach, gdy NDE były rzadko dokumentowane, a tym bardziej omawiane. Było to coś, czym mogłam dzielić się tylko z pewnymi osobami, które były już duchowo świadome, otwarte… lub przynajmniej otwarte na przyjęcie. Jednak zdarzało się, że niekiedy ktoś oskarżał mnie o halucynacje lub potrzebę „oceny psychiatrycznej”, ponieważ ignorancja była wówczas tak powszechna. Dobra wiadomość jest taka, że w ostatnich latach NDE jest nie tylko przedmiotem rozmów, ale także dokumentowane i cieszy się szerokim zainteresowaniem mediów – zarówno w mediach nadawczych, jak i drukowanych. Dobrym przykładem jest to, że w ostatnim czasie widziałam artykuły w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Australii… w tym kolumnę, w której się pojawiłam. Naukowcy, lekarze, psycholodzy, duchowni, mistycy i inni zebrali się razem, aby uzyskać głębsze zrozumienie fenomenu NDE. Jest to coś, przez co przeszło wiele osób – takich jak ja; i zostaliśmy wezwani z powrotem, aby uczyć i dzielić się naszymi doświadczeniami z innymi. Słusznie można się zastanawiać, dlaczego tak wielu z nas zostało sprowadzonych z powrotem… podczas gdy inni pozostają po Tamtej Stronie. Wynika to głównie z faktu, że byliśmy potrzebni, aby wypełnić i dokończyć coś znaczącego w naszym własnym życiu… a także by uhonorować szczególną misję pomocy ludzkości w uświadomieniu sobie w końcu, że śmierć naprawdę nie istnieje. Po prostu „idziemy dalej” i kontynuujemy ewolucję w naszej podróży z powrotem ku Światłu.
Ponieważ ludzie zawsze pytają: „Co się stało?” i „Jak to jest?”, postaram się przekazać, co wydarzyło się u mnie, co doprowadziło do jednego z moich NDE… jak również to, czego doświadczyłam z Tamtej Strony. Proszę wybaczyć, jeśli nie będzie to ułożone w schludnym porządku chronologicznym, ponieważ po Tamtej Stronie nie ma czegoś takiego jak czas liniowy. Wszystko jest zawsze doświadczane w teraźniejszości – w tym przeszłość i przyszłość.
W tym miejscu postaram się wyjaśnić i odtworzyć moje doświadczenia po Tamtej Stronie i to, jak na mnie wpłynęły. Pokornie spróbuję znaleźć właściwe słowa, aby opisać to wzniosłe przeżycie, które wywarło na mnie głęboki wpływ… i na zawsze zmieniło moje życie.

Doświadczenie

W połowie lat 70. zmagałam się z chorobą śmiertelną, rakiem okrężnicy, gdzie moje życie powoli gasło. Byłam głównie przykuta do łóżka, ale czasami udawało mi się usiąść na krótkie okresy. Będąc osobą kontemplacyjną, zawsze słuchałam i obserwowałam – przyjmowałam rzeczy i próbowałam zrozumieć głębszą mądrość stojącą za tym, co mi się przydarzało i dokąd to wszystko prowadzi. W rezultacie stałam się bardziej wycofana i oderwana… gdy obserwowałam, jak wszystko wokół mnie zaczyna się zmieniać. Materia stała się bardziej półprzezroczysta i płynna; kolory stały się bardziej żywe i intensywne; dźwięk był wyraźniejszy i ostrzejszy… i tak dalej. Nie mogłam już pojąć niczego wydrukowanego na stronie, ponieważ w moim zmienionym stanie świadomości nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. To było jak próba czytania i rozumienia obcego języka! W dużej mierze opuściłam już trójwymiarową rzeczywistość… a moja świadomość obejmowała inne rzeczy.
Wchodziłam w to, co później zaczęłam nazywać etapem „zmierzchu”. W tym stanie wszystko było zmienione. Doszłam do punktu, w którym moja świadomość dokonywała już przejścia z jednego wymiaru do drugiego – będąc bardziej świadomą innych rzeczywistości w innych wymiarach. Widziałam i postrzegałam rzeczy oraz inne istoty międzywymiarowo – mimo że wciąż byłam nieco świadoma na płaszczyźnie fizycznej. Od tamtej pory zrozumiałam, że przez to przechodzi wiele umierających osób (takich jak te w szpitalach, domach opieki czy innych objętych opieką hospicyjną), podczas gdy obserwator może myśleć, że mają halucynacje lub widzą kogoś lub coś, czego tak naprawdę nie ma. Prawdę mówiąc, jest to stan, w którym ktoś, taki jak ja, doświadcza innych wymiarów jednocześnie, będąc jeszcze na płaszczyźnie fizycznej, ponieważ w rzeczywistości jesteśmy istotami wielowymiarowymi.
W końcu zapadłam w śpiączkę w Drugi Dzień Świąt Bożego Narodzenia, 26 grudnia, i, jak na ironię, zostałam uznana za „martwą” w moje urodziny, 2 lutego! (Teraz mam dwa horoskopy urodzeniowe!) Gdy inni obserwowali, że jestem w śpiączce – która trwała ponad pięć tygodni – ja przeżywałam zupełnie inne doświadczenie! Ktoś patrzyłby na moje ciało i myślał, że jestem nieprzytomna… śpiąca… bez świadomości tego, co się dzieje… czy czegokolwiek. A jednak byłam bardzo świadoma i głęboko czujna, ponieważ prawdę mówiąc, nigdy naprawdę nie śpimy; tylko nasze ciała śpią. Zawsze jesteśmy świadomi… i aktywni… na jednym lub drugim poziomie świadomości. Już sam fakt, że śnimy podczas snu, jest wskazówką, że nasza świadomość jest zawsze aktywna. I rzeczywiście, nasze ciała potrzebują odpoczynku, abyśmy mogli dotrzeć do… i doświadczyć innych aspektów naszej świadomości i istnienia!
Najlepszym sposobem, w jaki mogę opisać przejście od bycia „żywą” na płaszczyźnie fizycznej do przejścia na Tamtą Stronę, jest przejście z jednego „pokoju” do drugiego. Nie przestajesz istnieć ani tracić świadomości; twoja świadomość po prostu przenosi się z jednego punktu obserwacyjnego do drugiego. Doświadczenie się zmienia; twój punkt widzenia się zmienia; twoje uczucia się zmieniają. A uczucia, których doświadczyłam, były głębokie. Dla mnie z pewnością stał się tym pokojem, który przewyższa wszelkie zrozumienie…
Moje przejście było stopniowe z powodu choroby śmiertelnej – w przeciwieństwie do nagłego przejścia spowodowanego wypadkami, atakami serca itp. Uświadomiłam sobie „Istotę Światła” otaczającą mnie. Wszystko było oszałamiająco piękne – tak żywe i lśniące… i tak pełne życia – tak, życia! – w sposób, jakiego nigdy nie można zobaczyć ani doświadczyć na płaszczyźnie fizycznej. Byłam całkowicie i kompletnie otoczona boską Miłością. Była to miłość bezwarunkowa… w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu. Byłam w ciągłej komunii z tym Światłem i zawsze świadoma Jego kochającej obecności przy mnie przez cały czas. W konsekwencji nie było żadnego poczucia strachu… i nigdy nie byłam sama. Była to szczególna okazja do doświadczenia bycia jednością ze WSZYSTKIM – nigdy osobno… i nigdy w rozterce.
Kolory były tak piękne – patrząc, jak Światło wiruje wokół mnie, pulsuje i tańczy… wydając szumiące dźwięki… i będąc czasami bardzo figlarne… a innym razem bardzo poważne. Wiele rzeczy przybierało lśniącą poświatę – coś w rodzaju miękkiego brzoskwiniowego koloru. Wszystko było tak żywe – nawet gdy widziałam głęboką przestrzeń kosmiczną! Byłam w ciągłym stanie zachwytu… Zawsze były wokół mnie piękne istoty – pomagały mi… prowadziły mnie… uspokajały mnie… i również wlewały we mnie miłość. Nigdy nie byłam sama.
Jedną z pierwszych rzeczy, które pamiętam, że przeżyłam, był przegląd życia – który obejmował wszystko, czego doświadczyłam w moim fizycznym wcieleniu aż do tego momentu. To było jak bycie w kinie – oglądanie filmu mojego życia, gdzie wszystko działo się jednocześnie. Myślę, że większość osób po NDE zgodzi się, że przegląd życia jest jednym z najtrudniejszych aspektów NDE. Oglądanie całego swojego życia przed sobą – z każdą myślą, słowem, działaniem itp. – może być rzeczywiście bardzo niepokojące. A jednak to, co się wydarzyło, polegało na tym, że nikt mnie nie osądzał! Czułam tylko ciągłe otulenie boską miłością od Istoty Światła, która zawsze była ze mną. To, co wtedy zrozumiałam, to fakt, że to my sami siebie osądzamy! Nie było żadnego „boga” siedzącego na tronie, który osądzałby mnie (nie żebym w ogóle spodziewała się zobaczyć taką istotę). Nigdy zresztą nie wierzyłam w takie religijne mity. Wydawało się, że to ja sama byłam jedyną, która czuła się nieswojo i była najbardziej krytyczna wobec siebie. Mimo to, skoro to stwierdziłam, zrozumiałam również, że nie pochodziło to z punktu widzenia „ego” ale raczej z mojej duszy, która była znacznie bardziej zdystansowana i nie miała uczuć związanych z emocjonalnym ładunkiem itp. Nie utożsamiałam się już z osobowością fizycznego ja. Dlatego to, co czułam, było bardzo różne – pochodziło z zupełnie innej perspektywy, z perspektywy duszy – mojej Prawdziwej Tożsamości.
Mimo że nie byłam już w swoim fizycznym ciele, miałam kształt – coś w rodzaju ciała. Najlepiej mogę to opisać, mówiąc, że czułam się jak bańka – unosząc się i poruszając bez wysiłku – czasami bardzo szybko… lub delikatnie dryfując. Czułam się pusta w środku i tak przejrzysta – miałam nawet wrażenie, że wiatr wieje we mnie. Nigdy nie czułam głodu, pragnienia, zmęczenia ani bólu. W rzeczywistości takie rzeczy nigdy nie przychodziły mi do głowy! Niestety, byłam czystą świadomością, ucieleśnioną w lekkiej i eterycznej formie, podróżującą… lub nieruchomą i wnikliwie obserwującą… i zawsze w stanie zachwytu. Było to tak wspaniałe uczucie, w którym doświadczyłam takiego spokoju i głębokiego pokoju oraz ciągłego zaufania. Doświadczyłam również braku ślepoty (ponieważ moje fizyczne oczy są prawnie uznane za ślepe) i cóż to za zachwyt i zadziwienie – móc widzieć!
W pewnym momencie postrzegałam siebie jako będącą na swego rodzaju prowadzonej wycieczce – odwiedzając i obserwując różne miejsca, istoty i sytuacje – niektóre bardzo przyjemne, a niektóre bardzo bolesne. Najlepiej mogę opisać tę „wycieczkę” jak bycie w okrągłej obudowie okien – każda szyba ukazywała coś innego… ale kiedy skupiłam się na konkretnej szybie, nagle widziałam, jak szyba stawała się pełnowymiarowa (podobnie jak „okno” na monitorze komputera powiększane do pełnego ekranu) i stałam nieruchomo – tylko patrząc…
Jedna szyba ukazała scenę, którą można by interpretować jako „piekło” lub „czyściec”, gdzie bezimienne, szare istoty poruszały się bez celu i jęczały. Wyraźnie cierpiały i były w wielkiej agonii i udręce. Widziałam te dusze jako uszkodzone dusze – takie, które popełniły niewyobrażalne okrucieństwa podczas swoich poprzednich wcieleń. Użyłam analogii duszy będącej „wsteczną” – podobnie jak planeta może sprawiać wrażenie poruszania się do tyłu. Przeważającym uczuciem, jakie miałam podczas obserwowania tych dusz, było głębokie współczucie i pragnienie, by je pocieszyć. Tak bardzo chciałam zobaczyć je uwolnione od ich straszliwego cierpienia. Ale niestety, jak bolesna była ta scena, zapewniono mnie, że te dusze są tutaj tylko tymczasowo i że one również wyzdrowieją i wrócą w kierunku do przodu, by ostatecznie powrócić do Światła. Wszystkie dusze, bez wyjątku, ostatecznie wracają do Światła… zgodnie z tym, co mi objawiono.
Powyższa scena doprowadziła do innej sceny, w której zobaczyłam obrazy ludzi, których znałam w moim obecnym życiu – oczywiście tych wciąż wcielonych na płaszczyźnie fizycznej, ale ja oglądałam ich z Tamtej Strony w scenie, która miała wydarzyć się w przyszłości. (Ponownie, wszystko doświadczane po Tamtej Stronie jest zawsze w „Teraz” – nawet „przeszłość” i „przyszłość”). Były to osoby, które również popełniły okrucieństwa w takiej czy innej formie – osoby, które poważnie mnie skrzywdziły lub skrzywdziły ludzi, których kocham. Ale scena, którą ujrzałam, była taka, że oni byli zmuszani do cierpienia… w wyniku tego, co zrobili – co najprawdopodobniej było karmicznym rezultatem ich decyzji i działań itp. Ponownie poczułam głębokie współczucie dla nich… i smutek, że musieli znosić takie cierpienie, zdając sobie jednak sprawę, że było ono również nieuniknione. Ani razu nie poczułam żadnego gniewu ani wrogości wobec tych osób… tylko pragnienie zobaczenia ich uzdrowionych… aby i oni poznali miłość.
Inną sceną, którą pamiętam, było znalezienie się w obserwacji krainy, którą stanowiła woda. Ujrzałam całe jej piękno i wspaniałość, a ona tętniła życiem. Potem, zanim się zorientowałam, znalazłam się pod wodą i nie musiałam martwić się o oddychanie! Poruszałam się bez wysiłku i mieszałam się ze wszystkim, co najpierw obserwowałam z zewnątrz. To samo stało się ze mną, gdy przemieszczałam się przez kosmos… i tańczyłam oraz płynęłam ze wszystkimi ciałami niebieskimi i światłami. Było wiele czasu na zabawę i krążenie wokół wszystkich świetlistych istot – poruszających się wokół mnie jak komety. Była to okazja do doświadczenia wielkiej radości i poczucia bycia tak lekką i całkowicie pozbawioną zmartwień czy strachu. Mogłam poruszać się bez wysiłku… i dostosowywać się do każdego środowiska, w którym akurat się znajdowałam. Wystarczyło pomyśleć o czymś, a natychmiast się to materializowało… lub pomyśleć o miejscu, a już tam byłam! Och, cóż to za uczucie doświadczać takiej mocy – być wszędzie, gdzie chciałam, i tworzyć wszystko, co chciałam… i czuć się tak całkowicie wolną.
Po doświadczeniu wycieczki, przygód i czasu zabawy oraz tworzenia itp., sprawy stały się poważniejsze… i ponownie byłam w bezpośredniej komunii z Istotą Światła. Zostałam teraz poproszona o „pomoc” lub „wsparcie” w jakiś sposób… w tworzeniu i określaniu wyniku pewnych wydarzeń, sytuacji, a nawet rzeczy wpływających na innych! Ja? Tylko ja? Och, pomyślałam. To poważna i doniosła odpowiedzialność. Czułam się tak zaszczycona… i tak pokorna… poproszona o udział w takim przedsięwzięciu… ale co, jeśli nie uda mi się zrobić swojej części, jak trzeba, zastanawiałam się. Potem zapewniono mnie, że wszystko ułoży się dokładnie tak, jak powinno – nawet jeśli nie mogłabym dokończyć rzeczy zgodnie z życzeniem. Wydawało się, że chodzi w tym wszystkim o to, że współtworzymy ze Światłem… i że jesteśmy również częścią Światła. Co więcej, bez względu na to, co się stanie… Źródło Światła zawsze będzie miało kontrolę… i będzie przy tym, aby doprowadzić rzeczy do końca… mimo wszelkich niedociągnięć z naszej strony jako dusz. Jakże pomyślnie jest więc uświadomić sobie, że jako dusze jesteśmy częścią całego stworzenia i bierzemy udział w samym procesie twórczym!
Sama myśl o byciu poproszoną o pomoc – o współtworzenie ze Światłem – sprawiła, że poczułam się głęboko wyjątkowa i ważna w wielkim schemacie rzeczy, ale bynajmniej nie z egotycznego punktu widzenia. Jak stwierdziłam powyżej, czułam się głęboko pokorna i miałam poważne poczucie odpowiedzialności za każdą myśl i każde działanie, które podejmowałam. Moją jedyną myślą było to, że chcę robić to, co słuszne. Jak ważne było, abym była bardzo kochająca i twórcza… i nigdy w żaden sposób niszcząca… a to jest dar. Zrozumiałam wtedy, jak całkowicie połączona ze wszystkich życiem… we wszystkich wszechświatach… jestem. Czułam się jednością z Całością – nigdy oddzielona, nigdy osobno. Wciąż nie było strachu. Wciąż była tylko miłość. Na wieki i na zawsze nigdy nie mogłabym być sama… ponieważ nigdy nie będę sama. Niemożliwe jest bycie samym, ponieważ życie jest wszędzie; miłość jest wszędzie… i to mnie niosło i pozostało ze mną.
Tak bardzo ceniłam tę komunię ze Światłem. Wszystko było przekazywane telepatycznie – czy to ze Światłem, czy z innymi istotami, przyjaciółmi czy bliskimi. To nie miało znaczenia. Zawsze było uczciwe, otwarte i prawdziwe… i zawsze było czynione z miłością. Po Tamtej Stronie nie ma czegoś takiego jak „stawianie się” i nie ma potrzeby ukrywania się. Nikt tam nie jest, aby cię w jakikolwiek sposób skrzywdzić – ani w najmniejszym stopniu – ponieważ nie ma poczucia braku… ani potrzeby „kradzieży” kogoś innego jako siły lub energii. Działasz jako dusza, a nie skoncentrowana na ego lub osobowości. Miło jest uświadomić sobie, że będziesz mieć wszystko, czego potrzebujesz, ponieważ masz zdolność i moc, aby to natychmiast stworzyć!
Gdy nastrój wydawał się zmieniać… poczułam, jakby miało mnie spotkać coś poważnego. Teraz powiedziano mi, że będę musiała wrócić do obcego (fizycznego) świata, który opuściłam – że jestem tam potrzebna do czegoś bardzo wyjątkowego i znaczącego. Musiałam wrócić, aby podzielić się tym, co właśnie mi się przydarzyło… i dać innym znać, że życie jest rzeczywiście wieczne, a śmierć jest iluzją. Na poziomie osobistym powiedziano mi, że muszę doświadczyć wielkiej miłości i radości w tamtym świecie… i w końcu będę mogła wrócić do Domu. Zapewniono mnie wtedy, że jestem prawdziwa… i że mogę wierzyć w to, co poznałam w tej chwalebnej krainie – nie tylko o sobie… ale także o całym życiu. Powiedziano mi jednak również, że świat, do którego wracam, jest iluzją i że nie mam się z nim utożsamiać ani angażować – być w nim, ale nie z niego – i że tylko przechodzę…
Stwierdzenie, że serce mi zamarło, byłoby niedopowiedzeniem. To był pierwszy raz, kiedy doświadczyłam prawdziwego złamanego serca po Tamtej Stronie. Sama myśl o opuszczeniu tej świętej krainy, w której byłam w ciągłej komunii ze Światłem i innymi istotami… przygniotła mnie w sposób, którego nigdy nie potrafiłabym opisać. Wiedziałam, jak ciemny i złowieszczy jest ten dziwny, iluzoryczny świat, do którego poproszono mnie o powrót… i jest to rzeczywiście świat, z którym nigdy się nie utożsamiałam! Zostałam jednak ponownie zapewniona, że Światło i inne kochające istoty będą ze mną przez cały czas… i że mam pamiętać, iż nigdy nie byłam sama. Na szczęście wciąż nie było strachu – tylko teraz smutek, ale zdawałam sobie sprawę, że muszę uszanować boską wolę, która stawiała mi tę prośbę.
Gdy niechętnie przyjęłam tę misję, nagle ujrzałam przed sobą najpiękniejszą istotę, która pojawiła się przede mną – wlewając we mnie ogromną miłość i napełniając mnie po brzegi. To było tak, jakby to był mój dar… za przyjęcie bolesnej prośby o opuszczenie mojego domu po Tamtej Stronie i powrót do świata tak obcego dla mnie. Ta istota kochała mnie bardzo głęboko i pozostała ze mną, nieustannie promieniując miłością i dźwiękiem… i stało się jasne, że zawsze będzie przy mnie.
Zaczęłam wracać do tego świata w podobny sposób, w jaki go opuściłam. Było to bardzo stopniowe przejście. Byłam teraz bardziej świadoma mojego ciała leżącego na szpitalnym oddziale intensywnej terapii, podłączonego do aparatury podtrzymującej życie, ale wciąż było ono tak oddzielone ode mnie i od punktu widzenia, którego doświadczałam z Tamtej Strony. To było jak bycie noworodkiem, gdy w końcu odzyskałam świadomość na tej płaszczyźnie. Wszystko było takie obce i nowe! Właśnie przybyłam z innego świata – dosłownie – a ten świat wydawał się o tyle ciemniejszy i pozbawiony kolorów. Wszystko było szare i wydawało mi się płaskie. Nie czułam siły życiowej, której doświadczyłam po Tamtej Stronie… ale byłam zdeterminowana, aby uszanować wolę Światła, które zostałam wysłana, aby wypełnić. Miałam misję… i była specjalna obietnica, która została mi złożona w zamian.
Nawet w szpitalu byłam świadoma, że Istota Światła wciąż jest ze mną… i komunikuje się ze mną. Byłam również świadoma innych istot przy mnie – istot, które, jak później zrozumiałam, tylko ja mogłam widzieć i słyszeć. W końcu, pewnego dnia, Istota Światła zniknęła z pola widzenia mojej śmiertelnej świadomości… i wiedziałam teraz, że jestem całkowicie z powrotem w tym świecie. Ponownie byłam zrozpaczona, ale wciąż wolna od wszelkiego strachu… i wierząc oraz ufając obietnicy, że nigdy nie będę sama… i tak też się stało…
To doświadczenie bliskie śmierci (a raczej to, co wolę nazywać Doświadczeniem Życia Wiecznego) pozostawiło we mnie głębokie poczucie triumfu i zachwytu. Nauczyłam się również czegoś innego: strach jest stanem nabytym, a nie naturalnym. To coś, czego się uczysz… ale nie ma to żadnego związku z duszą. Miłość jest przeważającą siłą przez cały czas… bez względu na to, jak rzeczy mogą wyglądać w tym świecie dualności i iluzji. Jest to jedynie hologram – stworzony przez zbiorową świadomość – dla wzrostu i ewolucji. Dlatego to, co wydarzyło się po Tamtej Stronie, było dla mnie szczególną okazją do doświadczenia… i poznania – z całkowitą pewnością – że wszystko ewoluuje dokładnie tak, jak powinno… i że ostatecznym przeznaczeniem każdej żywej istoty jest powrót do Źródła, Światła, Czystej Miłości.
**********************
© Juliet Nightingale ~ ~

Gender:
Female